|
Dostałam niedawno na pozór dziwnego maila. Tytuł „Oferta współpracy”. Takie tytuły przyciągają. Słowo „oferta” to jak obietnica jakiegoś prezentu. Oferują, znaczy chcą coś dać. No i współpraca, też nie brzmi źle. No więc otwieram:
„Nasze Stowarzyszenie (Polskie Stowarzyszenie Podciągania Na Drążku :) - PSPND)…” – no i tu się zawiodłam. Przecież to jakiś ohydny spam i to jeszcze taki, co na początku wydaje się nie być spamem. Takie denerwują najbardziej. Już mam to kasować, ale coś mnie tknęło. A co tam, skoro kiedyś przeczytałam „VIAGRA – make your live happy” to może i to będzie zabawne.
Więc dalej: ” …PSPND zostało wpisane do Rejestru Stowarzyszeń KRS pod numerem 0000304807…”, „Stowarzyszenia zasilili już czołowi polscy sportowcy tacy jak: Mariusz Pudzianowski, Dariusz Michalczewski, Krzysztof Kosedowski, Paweł Nastula oraz Jan Wyduch (2 – krotny Rekordzista Guinessa w podciąganiu na drążku). ” – no, po tym zaczęłam myśleć, że może coś z tego listu to nie bujda. No bo przecież jeżeli istnieje rekordzista Guinessa np. czołganiu się, czy wiązaniu łodyżek wiśni językiem, to przecież w tak powszechnej i prostej czynności jak podciąganie na drążku też na pewno istnieje. Skoro istnieje rekordzista, to może mieć też stowarzyszenie. Czemu nie. Na wszelki wypadek sprawdzam to nazwisko w Internecie. I rzeczywiście „Jan Wyduch - w ciągu godziny uczynił to (czyt. podciągnął się) 881 razy.” – niezły gość. Wracam do czytania listu. Jest coś o aktywnym spędzaniu czasu i o kreatywności. No i że podciąganie „spaja i integruje” – nie wierzę. No i jest jeszcze zdanie które jakoś mnie osobiście tknęło „profile Państwa strony www i strony www PSPND zazębiają się”. Odeszłam od komputera z niesmakiem. Bo przecież jak to możliwe, żeby taki piękny, techniczny sport, przygodę z górami, bogactwo ruchów, walkę z psychą i zespalanie się ze skałą porównywać ze zwykłym podciąganiem się. Minął jakiś czas. List jakoś nie dał o sobie zapomnieć. Na początku wyobrażałam sobie jakąś pakernie gdzie przychodzi któregoś dnia jeden Kolo (taki najbardziej napakowany i z tatuażem „adidas” na ramieniu) i mówi: „Ziomy. Czas zrobić coś ważnego w życiu. Załóżmy stowarzyszenie”. Potem jakoś mi przeszło. Sprawa stała się obojętna. Przełom nastąpił niedawno: Pomyślałam – „podciągam się czasami”. Potem przypomniałam sobie jak jeszcze pół roku temu walczyłam z samą sobą o pokonanie mojego rekordu i próbowałam po 3 miesiącach treningu podciągnąć się 10 razy. Zaraz potem przypomniałam sobie imprezy wspinaczkowe. No przecież na takich zawody w podciąganiu, czy w najdłuższym przybloku są obowiązkowe. Już dawno zauważyłam, że jest to zajęcie którego brakuje mi na tzw. „niewspinaczkowych” spotkaniach. Przeważyło wspomnienie ostatnich świąt bożonarodzeniowych na których to zaraz po wigilii rozegrałam z Tatą pojedynek w podciąganiu się na futrynie (sprawa nie jest taka łatwa – drzwi są wysokie i żeby zawisnąć na futrynie trzeba zastosować technikę „na rozpurkę” i „na tarcie”). Teraz to przemyślałam. Podciąganie rzeczywiście może „spajać i integrować”. Wróciłam do maila. Teraz jego autor Sebastian Bawarski wydał mi się całkiem ok. Nawet pisze, że „sam również stara się wpinać”. Może to swój gość. Przejrzałam jego stronę www (www.pspnd.pl), czy rzeczywiście ta tytułowa oferta współpracy coś oferuje. Znalazłam informacje o treningach i materiały dla tych, dla których Warszawa jest daleko (treningi odbywają się w stolicy). Artykuł o „podciąganiu dla początkujących” – trochę standardowy. Wszystko to pojawiło się już na forum (nota bene „podciąganie” to jeden z najbardziej czytliwych wątków), ale za to zebrany w jedną zgrabną całość. Na pewno ktoś skorzysta. Jest też coś dla zaawansowanych. Tam nie zaglądam. Zachęcam tych odważniejszych.
 Może któraś odważna wspinaczka spróbuje sił:)
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |