|
Aconcagua (6962 m n.p.m.)- najwyższy szczyt Andów i Ameryki Południowej. Góra ta, w lutym 2007, stała się celem wyprawy trójmiejskich studentów pod wodzą Kuby Jakubczyka, zakończonej sukcesem. Agnieszka Trojanowska, jedna z uczestniczek podzieliła się swoimi wrażeniami z serwisem wspinaczki.pl.
Skąd pomysł wzięcia udziału w wyprawie? Zdobywałaś już jakieś szczyty w górach wysokich? Pomysł powstał już jakiś rok temu. Pierwsze koncepcje zrodziły się na początku roku po powrocie naszej koleżanki z wyjazdu w Andy. Oglądając jej zdjęcia z wyprawy i słuchając opowieści stwierdziliśmy - czemu nie? Potem pomysł nabierał coraz bardziej realnych kształtów no i się udało :). Jeśli chodzi o inne wysokie góry to dwa lata temu udało mi się pojechać na trekking w Himalaje, a w zeszłym roku wybraliśmy się z przyjaciółmi w Alpy. Co na to powiedziało otoczenie (rodzice, chłopak, babcia, znajomi)? Taka delikatna babeczka na taką dużą górę? Rodzice przyzwyczaili się już chyba do moich częstych wyjazdów, zatem podchodzą do nich bardziej spokojnie. Boją się oczywiście, ale wiedzą, że jeżdżę pod okiem doświadczonych ludzi takich jak Kuba. Najpierw trochę o przygotowaniach. Ile czasu wcześniej je zaczęliście, co obejmowały? Ile osób uczestniczyło w wyprawie? Duże wyjazdy planujemy zazwyczaj rok wcześniej. Jest to okres zbierania pieniędzy i powolnego dopracowywania szczegółów. Są to dalekie wyjazdy zatem nie powinno się zostawiać ich na ostatnia chwilę. Przygotowania obejmują zazwyczaj zakup odpowiedniego sprzętu, monitorowanie pogody w górach jak również sytuacji politycznej w kraju, do którego jedziemy. Jest tego wszystkiego trochę, ale zazwyczaj dzielimy się obowiązkami i każdy jest odpowiedzialny za coś innego. Na Aconcaguę jechało łącznie 11 osób i każdy miał swoje zadanie do wykonania. Aconcagua- wielka wyprawa i... spełnienie marzeń czy rozczarowanie? Tak sobie wyobrażałaś wyjazd? Każdy wyjazd w góry jest dla mnie realizacją marzeń i nie bardzo wiem czy można tu w ogóle mówić o rozczarowaniu. Zgoda, nie zawsze uda się wejść tam gdzie się planowało, ale jeżdżę przede wszystkim w góry, na drugim miejscu jest zdobywanie szczytów. Oczywiście jeśli się to udaje to wyjazd nabiera dodatkowych kolorów, ale jeśli nie to trudno. To są góry, przyroda rządzi się swoimi prawami, jeśli nie chce nas wpuścić na szczyt to widocznie tak musiało być. Samo zdobywanie szczytu to dopiero końcówka, wcześniej, dojazdy, podejścia, transport mułami, kolejne bazy, jak to wszystko wyglądało, ile czasu zajęło? Przed wyruszeniem na Aconcaguę trzeba najpierw wykupić w Mendozie bilet wstępu do Parku, który ważny jest przez dwadzieścia dni. Jest to czas, w którym powinno się zdobyć szczyt. Istnieją różne szkoły mówiące o czasie potrzebnym na zdobycie szczytu. Jedni mówią, że potrzeba na to 18 dni inni, że 12. Nasza ekipa z Adventure Club zdobyła szczyt w 12 dni! Co przy panujących warunkach pogodowych było wyczynem godnym uwagi. Ten sezon był bowiem jednym z najgorszych od 20 lat. W styczniu, czyli w szczycie sezonu, na szczyt weszło zaledwie 9 osób z 400. No, ale po kolei jak to mniej więcej wygladało: Po wykupieniu biletów - pozwoleń pojechaliśmy do Puente del Inca skąd zaczynaliśmy naszą górską przygodę. Wcześniej, jeszcze w Mendozie Kuba "wykupił" dla nas muły, które miały nieść nasze bagaże z Puente do Plaza de Mulas. Pierwszy nasz nocleg był w Confluencia (3400 m n. p. m.), następny w Dolinie Horcones, a kolejny już w Plaza de Mulas (4300 m n. p. m.) Było to miejsce, gdzie mieliśmy naszą główna bazę, jeśli to tak można nazwać. Stąd bowiem ruszaliśmy na różne wysokości w celu zdobycia aklimatyzacji, a następnie znowu wracaliśmy do Plaza. Zrobiliśmy łącznie kilka takich wycieczek aklimatyzacyjnych. Spaliśmy powyżej 5000 m n. p.m., a następnie znowu schodziliśmy na dół. Ostatecznie weszliśmy na 5600 m n. p.m. do Nido de Condores i stamtąd atakowaliśmy szczyt. Mi niestety nie udało się wejść, ale moi koledzy z Advnture Club szczęśliwie stanęli na wierzchołku. Droga z Nido na szczyt i z powrotem zajęła im 16 godzin. Wyruszyli o pierwszej w nocy. Po drodze oprócz zmagań z wysokością musieli zmagać się też z siarczystym mrozem. W nocy temperatura spadała bowiem dużo poniżej -30 stopni, a do tego ciągle wiał wiatr. Ale udało się! Ciężko było? W końcu zimno i wysoko tam...Co z myciem się, załatwianiem się przy -15 stopniach? Ciężko było na pewno, ale teraz z perspektywy czasu zapomina się o tym. Andy mają bardzo surowy krajobraz zatem w pewnym momencie miała wrażenie, ze jest tam tylko pył i kurz. Do tego im wyżej tym zimniej, nie mówiąc już o działaniu wysokości. Czasami jak się rano budziłam to sprawdzałam czy mam jeszcze nos na miejscu i czy mi nie odmarzł :).Z myciem jakoś sobie radziliśmy. Zęby i twarz można było spokojnie wymyć praktycznie wszędzie, gorzej z całą resztą, ale i tu sobie radziliśmy - chłopacy gotowali wodę na palnikach i pomagali np. myć nam włosy (dziewczynom :) ). Zresztą wszystko zależy od Ciebie - jak chcesz to zawsze zorganizujesz sobie mycie. Oczywiście wyżej nie było już tak różowo. Tam musiały wystarczyć nawilżane chusteczki, które przywieźliśmy sobie z Polski. A wypadek, który zdarzył się w tym samym czasie, gdy wy byliście w górach, nie działał na was paraliżująco? Czy paraliżująco? Raczej nie. Przypomniało nam to, że z górami nie ma żartów. Czy w czasie wyprawy spotkała Was jakaś niespodzianka? Coś na co Was zupełnie zaskoczyło? W zasadzie każdy dzień przynosił coś nowego, bynajmniej dla mnie, bo byłam tam po raz pierwszy. Najbardziej zaskoczył mnie jednak fakt, że w Plaza de Mulas była możliwość skorzystania z Internetu. .....4 członków wyprawy stanęło na szczycie, jak to oceniasz - wynik dobry czy mogło być lepiej? Myślę, że jest to dobry wynik. Zazwyczaj z całej grupy na szczycie staje 20 - 30% uczestników czyli w naszym przypadku tak dokładnie było. Nie o to przecież chodzi, żeby na siłę wchodzić na szczyt. Każdy dochodzi tam, gdzie da radę i to jest najrozsądniejsze. Czy zamierzasz zacząć się wspinać? Alpejsko, sportowo, w górach (zima/lato...)? Przyznam szczerze, że o wspinaczce myślałam już kilka lat temu, ale złapałam kontuzję kolana, która na pewien czas wykluczała mnie z aktywnego trybu życia. Ale teraz już nic nie sti na przeszkodzie i niedługo zabieram się do roboty. Dziękujemy a rozmowę i życzymy powodzenia!  Aconcagua wita! Foto: Wojtek Ostrowski  Aconcagua. Drobny reścik na 5500m. Foto: Wojtek Ostrowski  Agnieszka Trojanowska. Foto: Wojtek Ostrowski  Aconcagua. Baza - Plaza de Mulas; 4300m. Foto: Artur Kraszewski  Na bagażach w Mendozie. Foto: Artur Kraszewski  Przepakowywanie, Puenta del Inca. Foto: Artur Kraszewski Więcej ciekawych zdjęć z wyjazdu na Aconcaguę zobaczycie w galerii .
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |