Logowanie

Wyszukiwanie


Strona główna arrow Artykuły arrow Wywiady arrow Góry zamiast miłości - Edurne Pasaban
Góry zamiast miłości - Edurne Pasaban Drukuj Email Wykop! Facebook Blip wiecej
Autor: La Vanguardia   
08.04.2011.

Edurne PasbanWspinała się, ponieważ dopiero na wysokości 8000 m była taką osobą, jaką pragnęła być: odważną, pewną siebie, zaradną, przedsiębiorczą. W dolinach baskijską himalaistkę Edurne Pasabán dopadała depresja i myśli samobójcze. I jeszcze jedno: zdobywała szczyty, żeby móc cieszyć się obecnością ukochanego mężczyzny. Gdy odszedł, pozostały tylko góry.

Edurne Pasabán o sobie: Mam 37 lat. Urodziłam się w Tolosa, a mieszkam w San Sebastian. Jestem inżynierem, uzyskałam też tytuł MBA w Wyższej Szkole Administracji i Zarządzania Przedsiębiorstwami ESADE. Wspinam się w górach: jako pierwsza kobieta zdobyłam wszystkie 14 ośmiotysięczników *. Nie mam męża ani dzieci. Nie interesuję się polityką. Przez częste wyprawy do Nepalu zaczęłam skłaniać się ku buddyzmowi.

Zaszła pani najwyżej, jak tylko można.

A jednak wcale nie miałam poczucia, że odniosłam wielki sukces.

Nie?

W normalnym, codziennym życiu czułam się nic nieznaczącą osobą; kilkakrotnie próbowałam popełnić samobójstwo. Brałam proszki, podcinałam sobie żyły... Ale za każdym razem dzwoniłam w końcu pod numer 112 i mnie ratowali. Myślę, że chciałam po prostu zwrócić na siebie uwagę...

Kiedy to było?

W 2006 roku. Wcześniej zdążyłam już zdobyć osiem z czternastu ośmiotysięczników. (…) Nie chciało mi się żyć. Nie wstawałam z łóżka, czułam się nic niewarta, nie lubiłam samej siebie. Siedziałam zamknięta w ciemnym pokoju, nie chciałam nikogo widzieć. To okropne uczucie. Wszyscy dookoła mówili: "Przecież masz wszystko". A ja wcale tego nie czułam. Sama nie wiem, jak to się stało, że doszłam do takiego stanu.

Musiała pani mieć jakieś kłopoty.

Kiedy jestem w górach, całkowicie się zmieniam: jestem silna, pewna siebie, odważna. Tam mam to wszystko, czego brakowało mi na dole, tutaj byłam przerażona, zagubiona... Teraz uczę się przenosić postawę, jaką mam zwykle w górach, na życie codzienne.

Dlaczego mówi pani tak otwarcie o braku pewności siebie?

Myślę, że to część mojej autoterapii. Teraz, kiedy już pokonałam 14 najwyższych szczytów Ziemi, próbuję pokonać samą siebie. To najwyższa i najtrudniejsza góra. Ale teraz mam silną motywację.

Edurne Pasban

Jak to się stało, że zaczęła pani zdobywać ośmiotysięczniki?

Zostałam himalaistką z miłości. Podczas mojej pierwszej wyprawy w Himalaje poznałam włoskiego alpinistę, Silvia i zakochaliśmy się w sobie. Żaden z moich kolegów nie chciał ponownie wchodzić na ośmiotysięcznik. A ja tak, bo chciałam znowu być z Silviem.

Piękna historia.

To była miłość bez przyszłości: po zakończeniu każdej wyprawy on wracał do żony. Tak było przez trzy lata, od ekspedycji do ekspedycji... Aż do czasu, gdy urodziło mu się kolejne dziecko i już nie wrócił w góry.

Jak pani to przeżyła?

Było mi bardzo trudno. Silvio Mondanelli motywował mnie do działania, był dla mnie jak narkotyk. Podczas wspinaczki był szefem mojej grupy, przy nim zawsze wierzyłam w powodzenie wyprawy. Czy byłabym w stanie zdobyć ośmiotysięcznik bez niego? Nie miałam takiej pewności, byłam gotowa zrezygnować...

I co było dalej?

Wybrałam Cho Oyu i zdobyłam go. Co prawda Cho Oyu jest najłatwiejszym ze wszystkich ośmiotysięczników. Przekonałam się jednak, że mogę się wspinać dalej bez Silvia.

Czy we wspinaczce wysokogórskiej spotyka się przejawy męskiego szowinizmu?

Kobieta bywa postrzegana jako zbędny balast, dopóki nie udowodni, że nim nie jest, i nie wywalczy sobie pozycji.

Czy tam wysoko w górach jest miejsce na seks?

Zdarzają się bardzo intensywne i piękne romanse. Wspinaczka i seks nie wykluczają się wzajemnie. Wręcz przeciwnie, seks pozwala rozładować napięcie.

Miała pani tam w górze wielu adoratorów?

Nie, wszyscy wiedzieli, że byłam dziewczyną Silvia.

Po zerwaniu z nim mogła się pani załamać.

Od początku wiedziałam, że to związek bez przyszłości. Później jednak zaczęłam spotykać się z kimś innym, wiązałam z nim większe nadzieje… i też się nie udało. To rzeczywiście był dla mnie poważny cios.

I jak udało się pani pokonać kolejny kryzys?

Przyjaciele namawiali mnie do udziału w różnych ekspedycjach. Zawsze odmawiałam. Jednak pewnego dnia zmieniłam zdanie. Wtedy oni poddali mi myśl, żeby zdobyć pozostałe z 14 ośmiotysięczników. To było w 2007 roku. Podjęłam to wyzwanie.

Edurne Pasaban
Źródło: lavanguardia.es

A dziś jest pani pierwszą alpinistką w historii, której udało się zdobyć wszystkie 14 ośmiotysięczników.

Najważniejsze było to, że poczułam, iż mogę sama odnosić sukcesy, ponieważ tak postanowiłam, a nie z przyzwyczajenia albo dlatego, że inni tego ode mnie oczekują. Teraz mogę być sobą.

Ale przecież narażała pani swoje życie.

Podczas schodzenia z K2 zatrzymałam się, żeby odpocząć, ogarnęła mnie senność... Całe szczęście, że inni szli za mną i mnie widzieli, inaczej zamarzłabym na śmierć. Schodzenie jest bardziej niebezpieczne niż podchodzenie do góry.

Dlaczego?

Człowiek jest już wyczerpany i zdekoncentrowany, a świadomość sukcesu działa rozprężająco. Sukcesem jednak nie jest dotarcie na szczyt, ale dopiero powrót na dół.

Czy doznała pani odmrożeń?

Tak, amputowano mi jeden palec u każdej stopy, ten obok palucha. Byłam wtedy z Juanitem Oiarzábalem, on również miał odmrożenia, tyle że jemu musieli amputować więcej palców niż mnie.

Była pani świadkiem śmierci swoich kolegów?

Tak, widziałam jak spadali w przepaść. W takiej chwili dochodzi do głosu instynkt samozachowawczy: człowiek myśli tylko o tym, by się uratować. Dopóki nie znajdzie się w bezpiecznym miejscu, nie dociera do niego, co się tak naprawdę zdarzyło. To nie egoizm, to instynktowna reakcja.

Czy na szczytach gór pozostają szczątki alpinistów?

Żeby dotrzeć na szczyt Dhaulagiri, trzeba przejść nad półką skalną z zamarzniętym ciałem alpinisty z Nowej Zelandii. Największym wspinaczem jest ten, kto potrafi zawrócić i zrezygnować ze zdobycia szczytu.

Co pani chce przez to powiedzieć?

Najważniejsze jest to, by wiedzieć, kiedy nie da się iść dalej. Jeśli zawrócimy, będą jeszcze inne okazje, by zdobyć szczyt, ale jeśli pójdziemy dalej, wszystko może się za chwilę skończyć. Odważnym człowiekiem jest ten, kto potrafi w porę się wycofać i spojrzeć na siebie samokrytycznie, a nie samobójca.

Na który z ośmiotysięczników nigdy pani nie wróci?

Na K2. To bardzo trudny szczyt. Ale też roztacza się stamtąd cudowny widok.

Co poradziłaby pani czytelnikowi cierpiącemu na depresję i jego bliskim?

Jest tylko jedna rada: trzeba uwierzyć w siebie. Nikt inny tego za nas nie zrobi, tylko my sami. A bliskim mogę poradzić, by po prostu byli z tą osobą i okazali jej cierpliwość. I niech o nic jej nie proszą, bo będzie się czuła jeszcze bardziej winna.

Jakie ma pani plany na najbliższą przyszłość?

W kwietniu (Edurne już jest w Katmandu - przyp. red.) chcę wejść na Everest bez aparatu tlenowego, bo to jedyny ośmiotysięcznik, który zdobyłam z tlenem. Muszę też odbudować swoje życie, być znowu jego główną bohaterką: bardzo bym chciała mieć dzieci.

Jest pani teraz zakochana?

Taką mam nadzieję.

 

Źródło: La Vanguardia
Tłumaczenie: Onet.pl

* Koreanka Oh Eun-Sun, która miała jako pierwsza kobieta skompletować Koronę Himalajów, nie udokumentowała odpowiednio wejścia na Kanczendzongę




Skomentuj pierwsza/y

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

new banners lamoda Image Banner 750 x 200