I Wspinaczkowy Meeting Kobiet - tak było w zeszłym roku :)
Autor: Xenia Kuciel   
10.04.2007.

uczestniczki Cztery lata temu znalazłam zaproszenie na International Climbing Women Meet do Goteborga w Szwecji. Jako że zawsze miałam lekkie zacięcie feministyczne nie namyślałam się długo. Mimo ciążącej wówczas na mnie pracy magisterskiej, wysłałam swoje zgłoszenie do PZA. Okazało się wówczas, że z całej Polski tylko ja jedna zgłosiłam chęć uczestnictwa w tym babskim spotkaniu. Wyjazd (refundowany przez organizatorów) już miałam zaklepany, nie miałam tylko żadnej partnerki wspinaczki…Wtedy, niestety, większość (choć i tak nieliczna) z moich koleżanek wspinaczek, można by rzec była dosyć niesamodzielna wspinaczkowo. Zawsze w skałach, na panelu wspinanie odbywało się raczej w towarzystwie zdecydowanie silniejszych kolegów, którzy – narzekać na nich nie można – wędki nawet chętnie wieszali.

uczestniczkiAutentycznie, opadły nam (pojechała ze mną wówczas Aga Flakowicz) szczęki ze zdziwienia, gdy podczas wieczoru inauguracyjnego w Goeteborgu zobaczyłam ponad 120 dziewczyn – samych wspinaczek… Wydawało mi się wówczas niemożliwym przełożenie takiego meetingu w polskie realia, biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość dziewczyn pochodziła ze Szwecji. Jednak od tego momentu zapałałam chęcią do zorganizowania lub uczestniczenia w takiej imprezie w Polsce, bo klimat był wyjątkowy.

Podczas zeszłorocznego KFG w Krakowie wypatrzyłam plakaty Wspinaczkowego Meetingu Kobiet, który miał się dobyć na… Hejszowinie w Polsce! Na pomysł zorganizowania takiego spotkania wpadła Ela Fijałkowska, która wciągnęła Elizę Kubańską – aktywistkę kobiecego wspinania (Eliza prowadzi m.in. babską sekcję wspinaczkową); ja natomiast włączyłam się do działań organizacyjnych przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Biorąc pod uwagę, że meeting z założenia miał być udanym i bardzo trudnym on sight’em atmosfera przygotowań była gorączkowa: poszukiwania sponsorów, patronów medialnych, ustalanie warunków z Parkiem Narodowym Gór Stołowych (nawiasem mówiąc chyba po raz pierwszy w historii tego miejsca dostałyśmy legalną zgodę na robienie bulderów! co nie mieści się w parkowym dekalogu) no i tysiące innych rzeczy, które ktoś musiał zrobić. Kuriozalna sprawa, cała impreza została przygotowana przez nas wirtualno-telefonicznie, a udało nam się dopiero spotkać na Hejszy (i co poniektórym poznać) na dwa tygodnie przed meetingiem, bo bulderów i dróg wspinaczkowych przygotować w sieci już się nie dało. Wszystko na szczęście udało nam się dopiąć na ostatni guzik (choć po drodze kilka guzików się pourywało…).

wspinaczkaMeeting zaczęłyśmy w piątek wieczorem slajdowiskiem Elizy Kubańskiej o jej big-wall’owych wyprawach do Mali i Maroko, który wywołał, podejrzewam u wszystkich uczestniczek, dreszczyk emocji i pot na dłoniach, a przede wszystkim nieodpartą chęć jak najszybszego wyruszenia w skały.

O ile w piątek, ze względów głównie na odległość, nie zdążyło przyjechać zbyt wiele dziewczyn (co nie ukrywam, w pewnej chwili wprowadziło wśród nas organizatorek lekką konsternację), to w sobotę do rejestracji ustawiła się długa kolejka. Samych uczestniczek przyjechało ponad 50, a do tego jeszcze obstawa fotoreporterska, prasa, radio, telewizja i inni członkowie wspierający. Jak to ładnie ujęła Ela Fijałkowska „najmłodsza uczestniczka miała 3 miesiące, a najstarsza 25 lat, co nie przeszkadzało jej w trzydziestoletnim stażu wspinaczkowym.”

Sobotę zaczęłyśmy w związku z tym nagły najazdem od obsuwa czasowej. Właściwy chyba kobietom rozgardiasz i harmider nie pozwolił, aby cokolwiek odbyło się zgodnie z programem. Zresztą żadna nie zwracała na to uwagi, a wręcz przeciwnie. Jedna z uczestniczek skwitowała to tekstem „Fantastycznie! Zero procent testosteronu!”

Jak przystało na poważną imprezę wspinaczkową, nie mogło zabraknąć wspinania. W sobotę odbyły się nasze zawody wspinaczkowe, które nie miały jednak na celu wyłonienia najlepszej zawodniczki, ale raczej wspólne wspinanie, wymianę doświadczeń, a przede wszystkim zintegrowanie całego towarzystwa. Formuła zawodów, czyli Międzypokoleniowy Bieg na Orientację, który oczywiście z biegiem miał niewiele wspólnego, została opracowana przez nas specjalnie na potrzeby babskiego meetingu. „Rywalizacja” była prowadzona drużynowo. W każdej ekipie były 4 dziewczyny z różnym stażem i doświadczeniem wspinaczkowym. Ich zadaniem było odnalezienie kamieni bulderowych i skał z wyznaczonymi 13 bulderami i 4 drogami wspinaczkowymi, wycenionymi w najlogiczniejszej skali świata, czyli „łate” i „trudne”. Najważniejsze było przecież, żeby każda dziewczyna, bez względu na poziom, miała takie same szanse powpinania się. Drużyna w składzie Bożena Wojtaszek, Iga Niemiec, Łucja Kalisz i Kaśka… zrobiły prawie 100 % przygotowanych problemów (każda)! A to wszystko raptem w 7 godzin.

bouldering Wieczorem wydawało się, że żadna ze startujących lasek nie będzie w stanie ruszyć ani ręką, ani nogą, a w planach była jeszcze impreza taneczno-grillowa.

Do szybkiej regeneracji wystarczyły dwie godziny posiadówy i sączenia piwka podczas pokazu Kasi Biernackiej z eksploracji meksykańskich jaskiń, a później gorącej dyskusji na temat babskiego treningu wspinaczkowego, w której uczestniczyły Renata Piszczek, Ola Taistra i Edyta Ropek. Dziewczyny uchyliły rąbka tajemnicy swojej mocy i dały kilka praktycznych wskazówek, sle to temat na zupełnie osobną historię. Zmęczenia opadło i można było uderzać znowu, tym razem tanecznie. Impreza w pozytywnych rytmach granych oczywiście przez dj-ki trwała do 4 rano i mogłaby jeszcze dłużej, gdyby nie awaria sprzętu (na koncie strat 3 głośniki).

Rano, co prawda, nikt już nie miał sił na wspinanie, ale skoro nie można samemu, to zawsze można pooglądać jak to robią inni. Niedzielny pokaz slajdów, trochę bardziej refleksyjny, poświęcony był wspinaczce wysokogórskiej. Marianna Syrokomska podzieliła się z nami historią niesamowitego życia i wypraw himalajskich swojej matki Haliny Syrokomskiej, a na zakończenie Ewa Szczęśniak opowiedziała o swojej „Emeryturze w Himalajach”.
Ostatnim punktem, ale za to mocno kobiecym akcentem był pokaz najnowszej kobiecej kolekcji Marmota, a ściślej mówiąc przebieranie się w outdoorowe ciuszki (wreszcie goretexy i softshelle podkreślające kobiecą talię, a nie worki na „bezkształtne” klaty). Pięć minut dla fotoreporterów, kilka strażackich fotek, losowanie nagród i ogłoszenie naszej superdrużyny i niestety, koniec meetingu.

Jako jedna z organizatorek muszę nieskromnie przyznać, że nasz pierwszy Wspinaczkowy Meeting Kobiet udał się fantastycznie, zresztą bez wątpienia podpiszą się pod tym pozostałe organizatorki i chyba wszystkie uczestniczki, dzięki którym atmosfera tej imprezy była tak niepowtarzalna. Cieszę się bardzo, ze wreszcie doszedł do skutku meeting, na którym bawiły się wspólnie pasjonatki najróżniejszych form wspinaczkowych: grotołazi, wspinaczki rekreacyjne, skałkowe, bulderowe, panelowe, zawodniczki, te z wielkich ścian i wysokich gór. Trudno o lepszy początek babskiej integracji wspinaczkowej, co w przyszłości zaowocuje być może sukcesami na miarę pierwszych polskich kobiecych zespołów w latach 80’, których, niestety, w ostatnim dziesięcioleciu było jak na lekarstwo.

Mam nadzieję, że dziewczyny wyjdą ze wspinaczkowego cienia rzucanego przez szerokie męskie bary, a przede wszystkim z roli „samobieżnych przyrządów asekuracyjnych” i dzięki takim spotkaniom zaczną się wspinać więcej, odważniej i lepiej.

Image

Image

Image

Image 

Foto: David Kaszlikowski. Więcej zdjęć z meetingu znajdziecie w galerii .




Komentarze (1)
10-04-2007 22:04
 
ale w kombinezonie to chyba pan...nie wspinaczka:)
 
Alka

Tylko zarejestrowani użytkownicy mog± dodawać komentarze.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.