Pierwsze skały - Sperlonga, Gaeta
Autor: Martyna Grzona   
22.06.2009.
Wspinanie SperlongaNie potrzeba wiele do tego by wyruszyć w drogę. Odrobina szaleństwa, szczypta rozwagi, łyżka pomysłów, szklanka dobrego humoru i gotowe. Pierwszy wspólny wyjazd w skały.

Decyzja o tym, że w sobotę lecimy Rzymu, zapadła w czwartek, a co będzie dalej to już nie ważne… Strach przed tym szalonym pomysłem wyjazdu po raz pierwszy w skały nie opuszczał mnie aż do momentu gdy założyłam uprząż i wio w górę… ale wszystko od początku. Wylot z Gdańska po 19, w Rzymie - Fiumicino ok. 22. Odebranie auta i ruszamy w drogę. Chcieliśmy podróżować wzdłuż wybrzeża prosto do Sperlongi, tylko żadne z nas nie przypuszczało, że w sobotnią noc droga nadmorska zamienia się w wielką imprezę. Niesamowity korek, ludzie wchodzący do klubów tamują przejazd, samochody jadą wolno, ponieważ szukają miejsca by zaparkować. Wszystko to spowodowało, że odcinek 120 km pokonywaliśmy w ponad 3 godziny. Będąc o 3 nad ranem w rejonie Sperlongi ciężko było z noclegiem. Po długich przemyśleniach chcieliśmy zanocować na plaży, tyle że zmęczeni podróżą mieliśmy wszystko gdzieś. Rozłożyliśmy karimaty, śpiwory i przespaliśmy parę godzin pod palmą.

Nastał nowy dzień. Na wszelkich forach wspinaczkowych polecano noclegi w Vila Marina, dlatego skorzystaliśmy z tej informacji i wybraliśmy się na poszukiwania. Szybko znaleźliśmy Marco i sprawa noclegów się rozwiązała. Przyjemna atmosfera, czysto, ciepła woda w prysznicu i wielu współlokatorów w postaci jaszczurek. Udaliśmy się na wypoczynek, a potem nastał czas by ruszyć w teren.

Villa Marina
Nocleg w przyczepie kempingowej przy Villa Marina

W pierwszej kolejności chcieliśmy zobaczyć grotę. Zejście schodkami, a tam „szlaban” i wjazd na plażę Ultima Spiaggia 2 euro od osoby. Gdy tylko zobaczyłam wiszące ekspresy od razu rzuciłam się w kierunku groty. Widok zapierający dech. Stajesz się tak mały wobec natury, a jednak chcesz być jak najbliżej niej. Mieszanka strachu i podniecenia, przerażenia i zachwytu. I jedno pytanie krążące w głowie „kiedy tam wejdę”. Ale spokojnie, Paweł powiedział, że musimy się rozwspinać, a potem może coś uda nam się zrobić w grocie.

Grotta dell' Areonauta
Grotta dell' Areonauta

Zobaczyliśmy grotę i ruszyliśmy zbadać pobliskie skały na tej samej plaży, gdzie zaczęliśmy od drogi 4a+ na początek. Paweł przodem – ja asekurująca, pierwsze ekspresy i wędeczka dla mnie zawieszona. Pierwsze wejście – szok – jakoś mi idzie. Nóżka tu, rączka tam i byłam na górze. Wspaniały widok i fala niesamowitego uczucia przeszywająca całe ciało – zrobiłam to. Jest super. Chce jeszcze. Zjechałam na dół i powiedziałam „Jeszcze raz!”.

Wspinanie na plaży w zachodzącym słońcu z najbliższą osobą to wspaniałe rozpoczęcie wyjazdu. Cały strach odleciał daleko i już wiedziałam, że może być tylko lepiej. A ze skałami to chyba się polubimy. Następny dzień przywitał nas gorącym oddechem, dlatego spędziliśmy poranek na plażowaniu. Ciepłe morze, wysokie fale i temperatura ponad 25 stopni to niezłe leniuchowanie. Potem sjesta na kanapie i ruszamy dalej na łojenie. Tym razem coś „mocniejszego” Drogi wg wyceny topo 5a, 5b w już zacienionym miejscu były fajną zabawą. Tu nie było tak łatwo, ale jaka przyjemność. Już drogi mają ponad 20m i zaczynam czuć, że skały są wymagające.

Wspianie Sperlonga
Klify przy grocie, Aprodo dei Proci

Nastał wtorek i postanowiliśmy wcześnie wstać i ruszyć na małe zwiedzanie. W planach Pompeje, Wezuwiusz i Neapol. Pompeje – fajne miejsce. Niesamowicie jest dotknąć historii z 40 roku naszej ery. Jedynie palące słońce zmusiło nas do tego, że przeszliśmy cały obszar w szybkim tempie. Wezuwiusz zrobił na nas największe wrażenie. Na parking pod Wezuwiuszem wjeżdżaliśmy krętą drogą, gdzie dwa razy na zakrętach spotkaliśmy się z autokarem. Wtedy szybka reakcja, cofanie i na wąskiej drodze – włoskim sposobem „na styk” – mijaliśmy się z olbrzymami. Parking oczywiście płatny, wejście na wulkan tak samo. Pozostało mi wrażenie, że tam się wszędzie płaci. Podejście to ok. 30 minut i tuż na szczycie małe piwko na ugaszenie pragnienia. Widok rozchodzący się ze szczytu niezapomniany.

krater wezuwiusza
Krater Wezuwiusza

Neapol widziany z góry sprawił, że postanowiliśmy jeszcze go odwiedzić. Na Wezuwiuszu można przejść połowę drogi wokoło krateru i podziwiać widoki. Dalej pojechaliśmy do Neapolu. Jako kierowca przeżyłam koszmar. Wąskie uliczki, pełno skuterów jeżdżących pod prąd i ludzie chodzący po ulicy jak „święte krowy”. Nagle pojawiają się 3 pasy i każdy jedzie w każdym kierunku??!! Specyficzne dla włoskich kierowców jest też to, że nie używają świateł mijania, a jak już je włączą, to ich nie wyłączają i np. z kierunkowskazem włączonym na prawo skręcają w lewo ?! Udało nam się zaparkować w samym centrum Neapolu za 2 euro. Przeszliśmy go dość szybko, bo to dość chaotyczne miasto. Gwarne, brudne, ale posiadające swój urok… trzeba go może głębiej poszukać.

 

Pompeje
Pompeje z widokiem na Wezuwiusza

Środa była dniem pod znakiem wspinaczki w grocie. Cały czas o tym myślałam. I w końcu już…. Rozkładamy się w grocie. Wybraliśmy najłatwiejsze drogi, żeby się nie zamęczyć od razu – albo wręcz odwrotnie… Paweł wybrał te łatwiejsze, żebym się nie zniechęciła od razu. Pierwsze wejście i ogarnęła mnie niesamowita złość. Nie szło mi tak jakbym chciała. Paweł krzyczał z dołu ‘weź nóżkę tam, ręce tam’, a ja czułam, że nie mam siły nawet ruszyć palcem. Jednocześnie nie chciałam odpuścić. Po długim pokonywaniu drogi zeszłam niesamowicie zła. Paweł przerażony myślał, że to koniec wspinania, a ja odwrotnie…. To był dopiero początek. Drugie podejście było lepsze, a następne też jakoś już lepiej, choć nie byłam z siebie zadowolona. Około 21 odpuściliśmy zmęczeni i poszliśmy się wykąpać w morzu. Następnego dnia znowu po południu się plażowaliśmy, gdzie po 18 ruszyliśmy do Gaety zobaczyć klify. Widok który pozostawił w nas uczucie niedosytu. Zgodnie powiedzieliśmy, że musimy tu wrócić i wspinać się w tym magicznym miejscu. Potem podjechaliśmy w rejony tunelu nad drogą pomiędzy Gaetą a Sperlongą i tam po stromym podejściu zrobiliśmy 2 drogi. Widoki przeurocze. Skała o zupełnie innym charakterze, ale jakaż frajda, że znowu łoję. Wieczorem spędziliśmy uroczy wieczór na lodach w Sperlondze. Ostatni dzień wspinania pozostawiliśmy na magiczną grotę. I ten dzień to już dla mnie była bomba. Przyzwyczaiłam się do skał i chciałam więcej i więcej. Szło mi lepiej niż wcześniej i czułam niesamowitą moc :D Wieczorem zasłużona pizza w starej Gaecie, gdzie przemiły Chorwat przyrządził nam ten włoski specjał nie oszczędzając na dodatkach. W blasku ulicznych lamp starego miasta powracaliśmy do Vila Marina na wieczorną cytrynówkę z naszą gospodynią. Na drogę dostaliśmy wina domowej produkcji i z żalem zaczęliśmy się pakować, by wczesnym rankiem wyruszyć do Rzymu. Szybko i sprawnie udało nam się przedostać do Rzymu i zaczęliśmy zwiedzanie tego wspaniałego miasta. Wieczorem odlot i zimne powitanie na lotnisku w Gdańsku. Brr z 27 stopni na 10…. Ale już niedługo…. Już w głowie kolejne wspinaczkowe plany. Iść ciągle do przodu… do kolejnego łojenia.

Aprodo dei Proci
Klify przy grocie, Aprodo dei Proci
 

 

wiadomośćMartyna Grzona

# Przedyskutuj ten artykuł na forum. (9 postów)




Komentarze (1)
27-06-2009 21:55
 
ja byłam też tam w tym roku w marcu... he he, dokładnie te same uczucia przeszywały mnie. Na szczęście plaża jeszcze nie była płatna.
 
m.m

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.