Martyna Wojciechowska o zdobyciu Korony Ziemi
Autor: Martyna Włodarczyk   
12.02.2010.

Martyny22 stycznia Martyna Wojciechowska pokonała ostatni szczyt, którego brakowało jej do zdobycia Korony Ziemi. Temat ten stał się podstawą wywiadu który nasza redaktorka Martyna Włodarczyk przeprowadziła podczas festiwalu Wondół Challenge, a do którego pytania mogłyście zaproponować na forum.

 

Wspinaczki.pl: Witam i gratuluję zdobycia Korony Ziemi.

Martyna Wojciechowska: Hej, dziękuję bardzo.

Wspinaczki.pl: Jak się czujesz jako zdobywczyni Korony Ziemi?

Martyna: Przede wszystkim bardzo się cieszę, że zrealizowałam swój cel. 7 lat i 9 szczytów to nie lada wyzwanie, ale wydaję mi się, że zrealizowałam go w pełni i mogę być szczęśliwa. Były trudności, ale mój upór i konsekwencja pomogły je przeskoczyć.

Martyna Wojciechowska

Wspinaczki.pl: Niewątpliwie jesteś osobą konsekwentną, za co bardzo Cię szanuje wiele osób. Czy mogłabyś opisać jakie to uczucie być jedną z nielicznych Polek, które realizują swoje cele nie tracąc przy tym pasji?

Martyna: Hmm. Muszę przyznać, że jest to bardzo trudne. Pogodzenie paru rzeczy w jednym czasie, np. pracy na cały etat jako naczelna, bycie matką, wspinania się, nurkowania, prowadzenia programów podróżnicznych – to jest szalenie trudne i zawsze to odbywa się pewnym kosztem. Natomiast najważniejsze jest mieć zawsze na horyzoncie cel i jakkolwiek nasza droga wędruje to jednak należy zmierzać cały czas w tym jednym kierunku, do jednego konkretnego punktu. Tak jak w moim przypadku, Projekt Korona Ziemi zajął mi 7 lat, bardzo długo, ale to dlatego, ze po drodze złamałam kręgosłup, urodziłam dziecko, odnosiłam sukcesy zawodowe i staralam się to jakoś wyważyć, nie stawiać na jedno pole. Akurat ja taką drogę wybrałam, bo jest wiele rzeczy w życiu, które sprawiają mi w życiu satysfakcję i nie mogę powiedzieć tak do końca, że gdybym się tylko wspinała to byłabym z tym najszczęśliwsza na świecie. Bo jednak cały czas myślę, gdzieś tam z tyłu głowy, że ta wspinaczka kiedyś może się skończyć. I warto mieć też fajną pracę i rodzinę. Cały czas szukam złotego środka.

Wspinaczki.pl: Tak dokładnie. Ale czy czasem to nie jest tak, że gdy obierasz jakiś cel i w czasie jego realizacji zdajesz sobie sprawę z tego, że tak naprawdę ta początkowa pasja gdzieś zniknęła, czy zawsze wszystko robisz z entuzjazmem?

Martyna: Zawsze z entuzjazmem i pasją. Bo jeśli mi to nie sprawia przyjemności to tego nie robię. I nawet jeśli Korona Ziemi w pewnym momencie nie wydawała mi się taka fascynująca, to jakby sam fakt i pomysł, że byłam przy tym projekcie konsekwentna to jakby to mnie nakręcało. Każdy w zasadzie wyjazd w góry jest fajny, inspirujący, ciekawy i uczy mnie czegoś nowego, więc nie odpuszczam, staram się nie tracić koncentracji po drodze, o tak bym powiedziała.

Wspinaczki.pl: Twoja książka „Przesunąć horyzont” stanowi inspirację dla wielu ludzi w różnych dziedzinach życia. Czy z dzisiejszej perspektywy, przesunęłabyś horyzont jeszcze raz?

Martyna: Hmm. No pewnie jest tak, że ciągle go przesuwam na nowo i mam taką cechę charakteru, że ciągle jestem niezadowolona, niespełniona i ciągle poszukuję. Dlatego ciągle przesuwam ten horyzont, a prawda jest też taka, że życie wystawiło mnie parę razy na różne próby i byłam na zakrętach i to też sprzyja przesuwaniu horyzontu w moim odczuciu, bo nie pozwala mi się rozleniwić i spocząć na laurach. Natomiast, przyznam się szczerze, że kiedy patrzę wstecz, te parę lat, do 2005 roku kiedy zmagałam się naprawdę z chorobą i unieruchomieniem na wózku inwalidzkim, to sama się sobie dziwię, że byłam tak w tym uparta i tak konsekwentna i że jednak ten horyzont przesunęłam dość skutecznie. Pewnie dzisiaj też bym się tego podjęła, ale fakt wtedy miałam dość skuteczną siłę napędową . Tak, to był prawdziwy dowód konsekwencji.

Wspinaczki.pl: Nie boisz się, że tym co robisz kusisz los?

Martyna: Nie mam do tego takiego podejścia, chociaż na pewno jest tak, że wspinaczka w górach wysokich niesie za sobą ryzyko i nie da się ukryć, że tak jest, ale wierzę też, że jestem w stanie w jakimś stopniu to ryzyko kontrolować. W dzisiejszych czasach jest to znacznie prostsze niż kiedyś, bo jesteśmy w stanie sprawdzać pogodę, mamy telefony satelitarne, radia przez które się kontaktujemy,dużo lepszy sprzęt wspinaczkowy czy biwakowy. Nawet tak prosta rzecz jak żele energetyczne, które trzyma się w kieszeni kurtki, które pozwalają przetrwać na prawdę sporo czasu  dostarczając paliwa organizmowi. Kiedyś to na pewno było bardziej skomplikowane niż teraz, nie jest to pozbawione ryzyka. Ale w dzisiejszych czasach nic nie jest bez ryzyka. Życie nie jest pozbawione ryzyka. Więc powiedziałabym, że staram się o tym nie myśleć tak na prawdę, ale przygotowuję się dość dobrze pod względem technicznym i fizycznym i wytrzymałościowym.

Martyna Wojciechowska

Wspinaczki.pl: Super podejście. Powiedziałaś kiedyś „Nie chodzi o cele. Chodzi o Drogę. O to by cały czas być w ruchu.” Jak to jest? Nie masz czasem ochoty rzucić to wszystko?

Martyna: Oczywiście, że mam. Tak przynajmniej od początku. Natomiast jak tylko coś zaczyna się dziać spokojnie, to za chwilę coś znowu zaczyna mnie gnać do przodu. Także prawdę powiedziawszy to jest to taka ciągła walka wewnętrzna pomiędzy tym, że bycie w ruchu jest moim żywiołem, a tym że całkiem zwyczajnie chciałabym po prostu odetchnąć. Ryzyko, to ciągłe pędzenie, to sprawia jednak mi największą frajdę jak się okazuje, a jak zatrzymuję się w biegu, chwilę złapię oddech i za chwilę znów mi tego brakuje i znowu się zaczyna gonitwa.

Wspinaczki.pl: Czyli nie masz jakiegoś złotego środka?

Martyna: Niestety nie.

Wspinaczki.pl: Zdradź nam kobietom: jak Ty to robisz, że masz w sobie takiego powera i zapału?

Martyna: Nie wiem (śmiech). Tego się nie da wytłumaczyć. To albo się ma, albo się nie ma. Ja twierdzę, że część rzeczy jest nam trochę dana od Boga, w genach, i kształtujemy się w młodym wieku . Ja po prostu zawsze taka byłam. Byłam zawsze ciekawa świata, zawsze ten horyzont na różne sposoby przesuwałam i zawsze byłam szalenie ambitna, to się po prostu nie zmienia we mnie. Powiem Ci jak tego nie stracić: przede wszystkim w ten sposób żeby jak najbardziej pielęgnować w sobie dziecko, taką dziecięcą ciekawość świata i niespożytą energię.  Wiesz, ale to nie znaczy, że nie mam czasem gorszego dnia i  nie mam takich momentów gdy nic mi się nie chcę, bo one się zdarzają i to bardzo często.  Ale dzisiaj muszę powiedzieć, że wypracowałam niesamowite grono przyjaciół, którzy jak tylko mam gorszy czas, to mnie mobilizują i na przykład cytują mi fragmenty moich książek, w których to piszę jak można przesuwać horyzont, jak to wszystko możemy, i każdego dnia budować coś od nowa. I mówią ”wiesz, czytałam to w takiej książce”  - no tak, przecież to są moje słowa, więc muszę je wcielać w życie.

Wspinaczki.pl: Warto mieć takich mobilizujących przyjaciół. Czy chciałabyś żeby Twoja córka w przyszłości miała równie interesujące życie jak Ty? Czy jednak silniejszy będzie strach o dziecko?

Martyna: Nie, nie. Zdecydowanie bym nie chciała . Cokolwiek zdecyduje się robić, zawsze będę starała się ja w tym wspierać, by potrafiła się dobrze przygotować, by robiła to nie na wariata i że by jak najwięcej się nauczyła zanim np. Pójdzie w góry, żeby była bezpieczna. Ale szczerze powiedziawszy nie chciałabym przeżywać tego co moi rodzice przeżywają, gdy ja wyjeżdżam na wyprawę. Może Marysia jednak zdecyduje się na coś innego? (śmiech) Może pływanie? Albo jazda figurowa na lodzie?

Wspinaczki.pl: Ale góry zdecydowanie są ciekawsze.

Martyna: Zobaczymy, na razie Marysia wspina się po meblach. Długa droga przed nami (śmiech).

Wspinaczki.pl: Życzę powodzenia. Co sądzisz o kobietach w męskim świecie? Bo jakby nie patrzeć sporty a zwłaszcza ekstremalne kojarzone są przede wszystkim z płcią męską. Ale coraz częściej to odbiega od tego stereotypu.

Martyna: Ojj odbiegają i to niestety dla panów. Dzisiaj kobiety udowadniają, że są w stanie nie tyle rywalizować, bo to nie chodzi o rywalizację, tylko że są w stanie osiągać sukcesy na wielu polach sportów ekstremalnych takich jak wspinaczka, nurkowanie techniczne, skoki ze spadochronem. Ale to nie jest tak że jest to uznawane za normę. Problem polega też na tym, że kobiety w tych sportach ekstremalnych są nadal relatywnie rzadkie, i też w związku z tym trudno im jest osiągnąć dobrą pozycję, że jak już osiągną pozycję to nie wspierają innych kobiet, zachowują tą pozycję dla siebie. w związku z tym, to co ja obserwuję, to to, że rzadko kiedy  kobiety wspierają inne kobiety w tym sportach ekstremalnych. To jest chyba taka smutna konkluzja, ale chyba prawdziwa. Natomiast ja nie uznaję takie podziału na sporty męskie i damskie, przede wszystkim, że sporty ekstremalne wymagają nawet mniej siły, ale więcej odwagi i mocniejszej psychiki.

Wspinaczki.pl: i dlatego właśnie kobiety powoli przejmują pałeczkę.

Martyna: życzę każdej kobiecie sukcesów.

Wspinaczki.pl: Jakie są Twoje plany na przykład na najbliższy rok?

Martyna: Plany ogólnie to dotyczą realizacji mojego programu podróżniczego, więc na pewno przez najbliższe miesiące będę jeździć po świecie znowu pewnie po polach minowych, sierocińcach dla zwierząt i ringach bokserskich gdzie kobiety pięścią udowadniają swoje racje, więc pewnie tak na prawdę ten najbliższy czas poświęcę właśnie temu. Planuję wydanie książki  o Koronie Ziemi, bogato ilustrowanej, planuję skończyć film dokumentujący siedem lat realizacji tego projektu, przygotowuję wystawę zdjęć, więc chwilę się nad tym będę skupiać, a później na pewno góry. Myślę o szczycie, który nie jest jakimś szalenie trudnym i ambitnym szczytem, ale za to pięknym, najpiękniejszym jaki widziałam, to jest Ama Dablam w Himalajach, i jak będę miała trochę wolnego czasu, mianowicie trzy tygodnie to na pewno tam pojadę.

Wspinaczki.pl: To życzę w imieniu swoim i portalu wspinaczki.pl powodzenia w zdobyciu. Ostatnie pytanie: podaj przepis dla naszych wspinaczek na tak szalone i ciekawe życie jakie Ty prowadzisz.

Martyna:  Wyznaczyć sobie cel i do niego zmierzać, nie zważając na przeciwności losu. Ja na przykład bez celu się gubię, więc mi to zawsze pomaga odnaleźć właściwy kierunek nawet jak są różne zawirowania. I chyba uwierzyć w to, że wszystko zależy od pewnej decyzji i odwagi w realizacji marzeń, bo wszystkiego innego można się nauczyć. Dzisiaj powiedziałam podczas prelekcji, że to jest tylko kwestia czasu i poświęconej energii – i bardzo głęboko w to wierzę. Gdybym chciała zdobyć górę najtrudniejszą ze szczytów np. K2 jest to możliwe? Tak, jest to możliwe. Problem polega na tym, że nie mam dość czasu żeby się skoncentrować tylko na tym, bo musiałabym robić tylko to, przygotowywać się tylko do tego, oddać się jednej rzeczy, przygotowywać się technicznie, fizycznie, pojechać najpierw na parę wypraw. Nie mogę się temu tak poświęcić. Ale teoretycznie jest możliwe.

Wspinaczki.pl: Wszystko jest możliwe. Bardzo dziękuję za wywiad i życzymy samych sukcesów w każdej dziedzinie życia.

Martyna: Dzięki wielkie.

Martyna Wojciechowska i Martyna Włodarczyk

Wywiad przeprowadziła Martyna Włodarczyk wiadomosc

 

# Przedyskutuj ten artykuł na forum. (10 postów)




Komentarze (1)
17-02-2010 15:40
 
Ja pani Martyny też nie lubiłam, drażniła mnie...jej osoba, głos i w ogóle& 
Ale byłam na festiwalu na jej prelekcji  i jestem pod WIELKIM wrażaniem naprawdę fajna, normalna babka&  
a jej relacje matka-córka to jej prywatna sprawa!
 
kocik

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.