Kurs lawinowy - czy warto?
Autor: Sebastian Fijak   
13.03.2013.

trójkąt lawinowyLawiny są nieodłącznym elementem górskiej zimy i wbrew obiegowej opinii nie zagrażają nam wyłącznie w górach wyższych i najwyższych. Coraz częściej notowane są wypadki z udziałem turystów w nawet w pogardliwie nazywanych "kapuścianymi" Beskidach czy Bieszczadach.

Powszechnie wiadomo, że najlepszą ochroną jest prewencja – turystyka zimowa nie jest wyjątkiem. Mając niezbędny sprzęt (detektor, sonda i łopatka), zwiększymy swoje szanse na przeżycie, ale i tak czasem wyjęcie ich to za mało. Jak więc najlepiej się chronić? To proste – zrozumieć, jakie czynniki prowadzą do powstania realnego zagrożenia i w jaki sposób współgrają ze sobą.

Jill Fredstone i Doug Fesler przygotowali diagram obrazujący elementy lawiny. Jest to trójkąt, w którym czynniki prowadzące do lawiny (pokrywa śnieżna, teren i pogoda) spięte są bardzo ważną klamrą – nami samymi, czyli sławetnym „czynnikiem ludzkim”.

kurs lawinowy
Kursanci w trakcie kursu lawinowego

Ale po kolei:

U podstawy znajdziemy teren. Gdy zaczyna być stromo, siły przyciągania mogą pokonać te trzymające śnieg w miejscu i spowodować lawinę. Najczęściej lawiny schodzą ze stoków w zakresie nachylenia od 30 do 50 stopni. Dlaczego? Otóż w tym zakresie pokrywa śnieżna przypomina nieco jajko postawione na sztorc – niby stoi, ale jakoś tak niepewnie… Poniżej jest zbyt płasko i musi spaść naprawdę dużo śniegu, by pojawiło się tam zagrożenie (chyba że nad nami jest inny, bardziej stromy stok). Z kolei powyżej 50 stopni dla śniegu jest nazbyt pionowo, by w normalnych warunkach tworzyć konieczne do powstania lawiny depozyty. Oprócz tego jeszcze trzeba pamiętać o całym asortymencie pułapek terenowych oraz o tym, jakie podłoże mamy pod śniegiem – metr śniegu na trawie to nie to samo, co metr na tatrzańskim maliniaku z potrzaskanych skał.

Drugim bokiem trójkąta jest pogoda. Śnieg się zmienia – pod wpływem słońca, dodatkowego ładunku białego puchu czy na przykład deszczu, który podmyje cały śnieżny całun gór. I w końcu on – wiatr – nazywany przez najwybitniejszego badacza lawin Szwajcarii przed wojną, Wilhelma Paulckego, „architektem lawin”. To on tworzy groźne nawisy, naprężone niczym struna soczewkowate poduchy śnieżne i czyhające na niczego nieświadomych turystów deski śnieżne. Praktycznie każda składowa pogody ma jakiś wpływ na zjawisko lawin, a wiedza, jak odczytywać te znaki, może zapewnić nam już odrobinę bezpieczeństwa.

Trzeci i ostatni czynnik stanowi sam osiadły śnieg – przede wszystkim pokrywa, którą on tworzy. Wbrew obiegowej opinii śnieg w przekroju potrafi się diametralnie różnić – od puchu, przez spoiste nawiane warstwy, po najgroźniejsze "cukrowate" odmiany szronu wgłębnego, który na złość wędrowcom nie chce się spoić z resztą. Pogoda i teren dodatkowo oddziałują na te zmiany, doprowadzając do metamorfoz, które potrafią śnieg przemienić z niewinnego pudru w bezlitosnego mordercę… By poznać naszego białego kolegę, nie wystarczy go tylko obserwować – warto poznać go lepiej podczas kursu lawinowego pod okiem doświadczonej osoby.

A w środku? A w środku jesteśmy my! Bez człowieka największe lawiny byłyby tylko naukowymi ciekawostkami. Gdyby feralnego 28 stycznia 2003 roku nie było pod Rysami licealistów, sam fakt zejścia lawiny byłby omawiany tylko w wąskim gronie badaczy, ratowników i innych zainteresowanych. Co więcej, statystyka pozostaje tutaj bezlitosna – większość ofiar lawin sama je powoduje. Faktor ludzki jest o tyle ważny, co często traktowany w czasie szkoleń po macoszemu. Sam wykład to za mało. Istotne są także warsztaty prowadzone przez wykwalifikowanych trenerów psychologicznych z różnymi, często niezapowiedzianymi symulacjami i praktycznym wyjściem w teren. Dlatego polecam specjalistyczny kurs lawinowy – na nim poznacie śnieg.

Autor tekstu: Sebastian Fijak
Źródło: ceneria.pl

Sebastian Fijak to licencjonowany przewodnik górski i terenowy, z uprawnieniami Międzynarodowego Przewodnika Górskiego UIMLA.

 

# Przedyskutuj ten artykuł na forum. (0 postów)




Komentarze (1)
08-05-2013 06:42
 
Moim zdaniem nie warto - informacje prezentowane na tego typu kursach (sam uczestniczyłem w kursie turystyki zimowej, znam osoby uczestniczące w kursie lawinowym) nie wnoszą nic do tematu. Więcej można dowiedzieć się czytając parę artykułów na internecie, ćwiczenia praktyczne można samemu przećwiczyć sobie podczas pierwszego wyjścia (w przypadku kursu turystyki zimowej jest ich i tak mało, w przypadku kursów lawinowych więcej). Zarówno kursy lawinowe jak i turystyki zimowej nie nauczą bezpiecznego poruszania się w terenie wysokogórskim - kursant jedynie dowie się czego powinien się jeszcze nauczyć i co może być zagrożeniem. Wszystko jest kwestią uczestnika - jeżeli wydanie 800-1000 zł nie stanowi większej różnicy to pewnie warto - w innym przypadku zawsze lepiej można wydać te pieniądze (chociażby np. kupując detektor lawinowy)
 
mariusz1984_katowice

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.