|
Strona 4 z 4
W nocy i rano wieje tak, że wychodząc do toalety zastanawiam się, czy się nie przywiązać repsznurem do namiotu. Około dziesiątej wiatr trochę słabnie, a widoczność z żadnej robi się średnia. Wychodzimy. Najpierw zaporęczowane skały, wyżej pola śnieżne, wreszcie szczyt Pobiedy Zachodniej Po długich poszukiwaniach znajdujemy wypłaszczenie na grani – obóz piąty. Jest tu jeden podarty porzucony namiot oraz jama z... nieboszczykiem. Podobno byli w dwójkę, wiatr rozszarpał im namiot, uciekli w panice, później jeden odkopał swoje rzeczy, a drugi nie, więc ten jeden poszedł w dół, a drugi tu został i zamarzł. Nie mogę w to uwierzyć, jak to, zostawił partnera?! Nie wiem jeszcze, co znaczy Pobieda. Ale wkrótce mam się tego dowiedzieć...
Kolejnego dnia nie udaje nam się wyjść. Po prostu się nie da, boimy się, czy namiot wytrzyma. Z dołu do piątki dociera pięć osób. Chłopacy mówią, że to starzy wyjadacze. Planujemy wspólny atak na jutro. Bierzemy nasz namiot i sprzęt do gotowania, żeby awaryjnie zostawić je na końcu czterokilometrowej grani, pod Obeliskiem, u stóp właściwej kopuły szczytu.
Dwudziesty pierwszy sierpnia. Wieje niewyobrażalnie, zimno straszliwie, nic nie widać, ale nikt nie kwestionuje dzisiejszego planu ataku. Po dwóch nocach na 7000 nie jesteśmy zbyt rześcy. Wychodzimy po piątej. Postać, idąca przede mną, niemal biegnie po grani, nie mogę nadążyć, muszę torować, bo zawiewa ślady. Nie wiem jeszcze, że to Aleksander Puczenin, drugi po Denisie Urubko. Wreszcie ktoś mnie wyprzedza. Jesteśmy pod Obeliskiem. Pozbywamy się depozytu i szybko ruszamy w górę, żeby nie zamarznąć.
Zimno. Mimo ostrego tempa nie udaje mi się utrzymać czucia w rękach i nogach. Schodzić? Nad tym samym zastanawia się obok dwóch panów, których ochrzciłam Cyborgami; jeden z nich był na górze już cztery razy. Moi chłopacy wyprzedzają mnie. Próbuję jeszcze rozgrzać się w pierwszych promieniach słońca, ale to nic nie daje. Więc wycof. Ale – jak? Teren łatwy nie jest, a ręce i nogi mam jak drewniane kołki. Wład zauważył, że coś nie tak, zawraca, chce mi pomóc. A ja... krzyczę na niego, że ma iść na szczyt. Trudno, sama tu polazłam, to teraz zostanę, ale po co on ma tracić szansę. Może zejdę z dwoma Cyborgami. Ale nie, oni już szybko ulotnili się na dół. Wład jest uparty. Daje mi swój czekan, schodzi przede mną. Wściekła na siebie schodzę pod Obelisk, gdzie Cyborgi rozstawiają już namiot. Podobno zawróciliśmy gdzieś z 7200.
Po chwili dołącza do nas Losza, zanoszący się od kaszlu, oraz Sierioga z ekipy Cyborgów. Wkrótce musimy jednak zwolnić miejsce w namiocie dla tych, którzy są u góry i pewnie spędzą tu noc. A na górze jest Israfil, Andriej, Rosjanin Pasza i Puczenin. Dwóch Cyborgów będzie na nich czekać, w razie czego wyjdą do góry. Sierioga, Wład, Losza i ja mamy wracać. Ciężki powrót czterokilometrową granią. Na początku zmieniamy się na torowaniu, eskorotując słaniającego się Loszę. Później już umieramy wszyscy. Podobno szliśmy sześć godzin. Ja nie wiem, padam w pierwszym namiocie, obok Loszy.
Rano nie mogę się dobudzić. Cyborgi wracają spod Obelisku. Israfil, Pasza i Puczenin byli na szczycie, Andriej się wycofał. Cyborgi każą nam opuścić swój namiot, zaraz zabierają go na dół. Naszego chłopacy postanowili nie rozstawiać, też mamy od razu schodzić. Nie umiem ubrać butów, uprzęży, raków – ręce nie nadają się do niczego. W obozie chaos. Standardowo wieje nieziemsko i jest strasznie zimno. Ktoś rzucił hasło, że jutro z drugiej bazy jest śmigło, chcą zdążyć. Kolejne osoby schodzą na dół. Ktoś pomaga mi się wyszpeić, próbuję iść, czekan wypada mi z ręki, plącze się na repie pod nogami, nie umiem go podnieść. – Jeśli chcesz żyć – mówi Losza, któremu się nieco poprawiło – to musisz umieć utrzymać czekan i kijek – i idzie. Acha – myślę - to ja może tu zostanę, odpocząć jeden dzień, który przedłuży się w wieczność... Ostatnia nadzieja to Wład. Biega wciąż jak matka Polka wokół naszych, którzy zeszli ze szczytu. W końcu podchodzi do mnie, ubiera na zesztywniałe ręce dodatkowe łapawice, mocuje czekan w szpejarce, bierze mój kijek. I każe iść.
- No, tym razem masz pół procenta szans – myślę sobie, patrząc na czekające mnie, niby krótkie, podejście na Pobiedę Zachodnią. Pięć kroków i na kolana. Próbuję do dziesięciu. Daję radę. Wład jak cień idzie za mną. Wreszcie szczyt, zejście. I nadzieja, że się uda. Wład pierwszy, ja po jego śladach. Powoli wytracamy wysokość. Jest coraz lepiej. Aż do momentu, gdy zaczynają się skały i poręczówki. Zjeżdżać bez użycia rąk się nie da, w dwójkę też nam nie wychodzi. Właśnie minęło nas dwóch Cyborgów. Mają linę, przydałaby się. Ale im się przecież tak bardzo spieszy na śmigło. Idą na dół. Wisząc przy mnie na poręczówce Wład oznajmia: - Słuchaj, albo zjedziesz sama, albo obydwoje zostaniemy tu jako śniadanie dla wron. I wiem, że on naprawdę jest gotów tu ze mną zostać. Nie! Próbuję zjeżdżać, idzie strasznie wolno, ale się da. Wład mnie przepina, poprawia łapawice jak małemu dziecku. Znów wierzę, że się uda. Niżej mniej wieje i jest cieplej, dłonie rozgrzewają się na tyle, że jestem w stanie sama wpinać karabinek. Linę okręcam wokół ręki jak w kluczu francuskim i tak zjeżdżam. Idzie mi średnio, kilka razy spadam, ale zyskujemy czas. W końcu daję radę zjeżdżać normalnie, iść z czekanem. Dochodzimy do jam na 5800, gdzie odpoczywają nasi koledzy. Wygląda na to, że się udało.
Później już wspólne zejście do jedynki, na drugi dzień do bazy chłopaków. To, jak zostajemy tam przyjęci, przechodzi wszelkie nasze wyobrażenia. Wład zostaje okrzyknięty „gierojem”. Moja baza jeszcze stoi, choć dziewczyny musiały ją już opuścić. Śmigło jest kolejnego dnia, chłopaki odlatują do Kazachstanu, a ja ze spotkanymi znajomymi idę do Maida-Adyr trekiem. Na nizinach trawa jest jakby bardziej zielona niż gdy wylatywaliśmy, kwiaty bardziej pachną. A może to przez nią – Pobiedę? Dzięki, Wład.
„HiMountain Tien-Shan 2009 – Polish Female Expedition 2009” mogła dojść do skutku dzięki następującym firmom, instytucjom oraz mediom:
HiMountain, Polski Związek Alpinizmu, Klub Skialpinistyczny Kandahar, Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, AWF Kraków, Reni Sport, Inhead, Xann Design, Olympus, Garmin, Lifesystems, Marsat, Teleexpress, TVP Kraków, Radio Kraków, Tygodnik Podhalański, Traveler, Góry, Onet.pl, Wspinanie.pl, Ceneria.pl, Wspinaczki.pl, NEWW, Obywatel.
Aleksandra Dzik
Przedyskutuj ten artykuł na forum. (0 postów)
Zobacz zdjęcia z wyprawy
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.
|