|
Laurence Guyon jest doktorem literatury francuskiej. Wspina się od 1983 roku i w tym czasie poprowadziła drogi od 7c OS do 8b RP. Była mistrzynią Francji, zwyciężczynią w Serre-Chevalier w 1995 i Arco, wygrywała Puchary Świata w 1995 i 1996 roku. Wicemistrzyni Świata w 1995 i Europy w 1996. Laurence nadal się wspina i odnosi sukcesy. Ostatnio (9 stycznia 2007) przeszła drogę Amandula 8b+ RP w St Florent na Korsyce. Na stronie magazynu EscaladeMag ukazał się wywiad po tym przejściu. Zapraszamy do lektury naszego tłumaczenia.
- Wspinasz się i piszesz. Jak łączysz te dwie czynności? Laurence Guyon – Kiedy jest to książka, którą piszę z wielkim zapałem, taka jak „Escalade et Performance”, miejsce jest oczywiste. Doświadczenie w tym jak czerpać inspiracje do pisania i w drugą stronę - myśli przewodnie i ludzie, silni wspinacze, których poznaję z tej okazji zmieniają sposoby na zachęcanie do wspinania, na podejście do niego. Te dwie rzeczy łączą się w logiczna i harmonijną całość. Jednak jeśli jest to inna książka (wymiar duchowy w dziełach Blaise Cendrars) , w tym wypadku miejsce jest mniej oczywiste. Znajduję równowagę w dzieleniu mojego czasu pomiędzy dwie rzeczy: z jednej strony na aktywność tworzenia i przemyślenia, które nie zbiegają się tak jak spokój i stabilność. Z drugiej strony zdolność adaptowania się i ruchu, które skłaniają do podróżowania i poznawania Świata.  - Czy wspinaczka i podróżowanie są nierozdzielne? Laurence Guyon – Jest to składnik coraz bardziej związany z moją praktyką( niezależnie czy jest to bliska czy odległa podróż). Jest to okazja do poznania innych wspinaczy, którzy przybliżają mi inne podejście do wspinania, zmierzenia się z nowymi drogami, dotykania innych skał, i generalnie ma się możliwość zanurzania w szczególnych podziałach ( język, kultura ...) Krótko mówiąc jest to swojego rodzaju stymulator. Na pewno nie codziennie mam okazję do wyjeżdżania poza Korsykę i w weekendy wspinam się głównie w Saint-Florent, Monte i w sektorach rozrzuconych po wyspie ( i nie jest tak źle). Ale kiedy powinnam łączyć przyjemność ze wspinaniem czuję się zdezorientowana – to jest jak sen(?????) Tego roku miałam okazję wyjechać na ponad miesiąc do Australii i odkrywania miejsc naprawdę dzikich jak na przykład Grampians czy park narodowy Mungo – to było obłędne!! - Jaka formacja przynosi Ci więcej pomyślnych wyników – drogi czy bouldery? Laurence Guyon - To jest trochę nie do określenia...To jest połączenie euforii i satysfakcji, cos bardzo krótkotrwałego. Generalnie są drogi, które po pracy nad nimi zostawiają mocne wspomnienia, ponieważ podczas pracy nad nimi cały czas ich próbuję, ciągle o nich myślę, wizualizuję je, bez końca powtarzam te same sekwencje... I kiedy ostatecznie ją robię zostają sentymenty, które są całkowicie zgodne, jednym słowem współgrają w zgodności. - Co ma dla Ciebie większą wartość: wygranie zawodów czy trudna droga??? Laurence Guyon - Mówię, że raczej wiążę się z trudną drogą, ale kilka zwycięstw (takie jak w Serre Chevalier w 1995) zostają wypisane we mnie i należą do ważnych wydarzeń mojego życia. Jednak wyobrażenie wyniku ( to się wiąże z limitami) ma większe znaczenie dla mnie niż te z zawodów (porównywanie się z innymi): bez wątpienia od kilku moich zwycięstw w Pucharze Świata mija już ponad 10 latach i wydaje mi się to trochę jak złudzenie. Także wydaje mi się bardziej zwarte do wzięcia odpowiedniej decyzji( i porównać swój wyniki i progres na przestrzeni czasu)co więcej, jak porównuję się z innymi (szczególnie, którzy nie mają takiej samej charakterystyki morfologicznej i są na zmiennym poziomie cały czas).. Co więcej, w trudności (wyrównuje), droga w skałach zyskuje zawsze więcej w moich oczach niż ta na zawodach – ta jest przejściowa ( tak jak ta nakręcona na SEA i zlikwidowana jak tylko spotkanie się zakończyło). Drogi w skałach mają wieczny wymiar (skała istniała przed moimi narodzinami i jeszcze długo zostanie..). - Co kryje się pod pojęciem „morfologiczne cechy”? Laurence Guyon - W tym roku powiedziałam, że wykreślam je z mojego słownika… i powraca zawsze gdy zostaje mi zadane takie pytanie!!!! Dobrze, tak jak z wszystkimi dobrymi postanowieniami na początku roku z tym nie było wyjątku i jakoś ulotniło się już pod koniec stycznia J Ale na serio, jest prawdą, że jestem niska (tylko 1 m 57) i bardzo często spotykałam się z parametrycznymi drogami w skałach. Olivier (partner, także wspinacz) nadał mi przezwisko „The Dwarf” (karzeł) i „Major Midget” (major liliput)!! Jeżeli droga nie jest całkowicie zasięgowa, trudność ruchów nie współgrają z proponowaną wyceną (ustalaną najczęściej przez wspinaczy, kiperów czy powtarzające je osoby, które mają raczej 1m75 niż 1m 57). To jest bardzo frustrujące… Z tego powodu uważam, że dużo pozytywniejsze jest szukanie dróg, które mi pasują i rozwiązań odpowiednich do mojego wzrostu na drodze, którą próbuję. Co więcej kiedy później jest to dla mnie znaczący argument :”To było morfologiczne!!!!”. I kiedy widzę niskich wspinaczy jak np. Ramonette robiących ekstremalnie trudne drogi w skałach, mówię sobie, że jego poziom siły rekompensuje mu problemy natury morfologicznej. Wywiad napisany przez 'florent' 25.02.2007 - www.escalademag.com Zdjęcia: Olivier Broussouloux.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |