Logowanie

Wyszukiwanie


Strona główna arrow Artykuły arrow Wyjazdy arrow Maroko- kraina 10-ciu wspinaczy
Maroko- kraina 10-ciu wspinaczy Drukuj Email Wykop! Facebook Blip wiecej
Autor: Agnieszka Kraszewska   
30.10.2008.

MarokoDzień Pierwszy

Huraaa! Wylatujemy z Londynu, kierunek- Marakesz, potem Wąwóz Todra, czyli skały, wspinanie i skały i wspinanie. Od razu po przylocie zaczynamy się wczuwać w marokańskie klimaty pod tytułem 'cena końcowa=cena początkowa podzielona przez 3 minus 10 dirhamów, plus coś tam gratis'. Nasza pierwsza próba to negocjacje o dojazd taksówką z lotniska do przystanku autobusowego. Ze 150 schodzimy na 60 dirhamów, co uważamy za uczciwą cenę i ruszamy na dworzec autobusowy.

Tam czekają już na nas Dominika i Piotrek razem z którymi ruszamy w 8 godzinna drogę do Todra Gorge.

Opcje mamy dwie: państwowy odpowiednik naszego PKS-u lub taksówka. Wybieramy lokalne klimaty i po krótkim starciu z narzucającymi swą pomoc bagażowymi, zakupieniu wachlarza od dziewczynki z wachlarzami (a co tam, czasem trzeba się zachować jak turysta frajer) ruszamy do miasteczka Tinerhir. 

Do Tinerhiru dojeżdżamy tuż przed zmrokiem. Próbujemy złapać taksówkę do wąwozu oddalonego o 15km. Niestety, właśnie kończy się Ramadan i wszyscy taksówkarze idą jeść. Idziemy w ich śladem i po raz pierwszy kosztujemy marokańskiego jedzenia, które obok polskiego schabika staje się moim ulubionym. 

Około 21:00 docieramy do celu. Taksówka dowozi nas pod sam hotel, jest już za ciemno, by dostrzec, ze 50 metrów od drzwi hotelowych rozpościera się widok na kilkuset metrową ścianę...

Wspinanie w Maroko
Widok z okna
 

 

Dzień drugi

Jako, że pierwsza wygrzebałam się z łóżka i zobaczyłam ilość otaczających nas skał, z okrzykami entuzjazmu, budzę Marcina i zaraz po przeprowadzce do sąsiedniego hotelu (Mansour- który bardzo polecamy ze względu na przystępną cenę, wesołą obsługę i czystość) ruszamy na wspinanie. Udajemy się do Goerge Petit, które są najbardziej oddalonym sektorem, ale położonym rano w cieniu. Dojście zajmuje około 30 minut główną drogą wąwozu.

Wspinanie w Maroko, sektor Petit
Wspiannie w sektorze Petit, 6c+
 

Dysponujemy jakimś topo z internetu- jedno z nich ma totalnie pomylone nazwy sektoru i nie ma połowy dróg , więc tylko wprowadza w błąd. Kierujemy się więc topo z przewodnika lokalnego wspinacza- Hasana. Nie można nazwać go doskonałym, jest rysowane ręcznie i kserowane, gdzieniegdzie jakiś zielony bazgrołek każe domniemać, że to krzak lub drzewko figowe.

Po około 20 minutach udaje nam się rozszyfrować zamysły Hasana i zaczynamy wspinanie. Pierwsza droga zachęca, druga uczy pokory, trzecia niebezpiecznie obita.

Po południu słońce przesuwa się na skały i robi się zbyt gorąco na wspinanie. Ruszamy do hotelu na popołudniową siestę.

Wieczorkiem razem z Dominiką i Piotrkiem ruszamy na rozdziewiczenie najbliżej położonej ściany (Mansour), czyli wychodzimy 'w kapciach ' na drugą stronę szosy, przechodzimy przez rzeczkę i wspinamy się do zmierzchu, bo zmierzch w okresie Ramadanu oznacza jedzenie. 

 

Wspinanie w Maroko- sektor Mansour
Sektor widoczny z okna hotelu- Mansour

Dzień Trzeci

Ściana za oknem wygląda na tyle kusząco, że to na niej spędzamy większość dnia, idziemy na rekonesans ściany Jardins (Ogrody).

 

Dzień Czwarty

Czas na wspinanie na drogach wielowyciągowych. Łatwe, przyjemne, ale za to długie drogi dostarczają wielu malowniczych widoków na dolinę, z dołu dobiegają nas głosy kóz pasących się w jedynym zielonym kawałku doliny, Ogrodach.

 

Wspiannie w Maroko- sektor Ogrody
Tam się wspięliśmy

Skała to wapień, ale o bardzo dużym tarciu, dlatego po tym dniu nasze palce stanowczo mówią NIE. Na następny dzień planujemy resta. Poza obolałą skórą i mięśniami jesteśmy po prostu głodni i trzeba zrobić zapasy jedzenia. W Todrze jest jeden malutki sklepik, lecz ze względu Ramadanu, otwierany był czasami tylko wieczorem.


Dzień Piąty

Rest.

Marokański bazar to to, co zdecydowanie polecamy. Świeże melony, orzeszki w polewie, słodycze w karmelu, owoce opuncji.

Po powrocie do hotelu wdajemy się w pogawędkę z Hasanem, który mówi, że w Maroko wspinanie jest tak popularne, że wspina się 10 osób...Co za marnotrastwo skał!

Wieczorek mija w miłej atmosferze- szachy, dyskusje z Berberami (póki się da, po zmierzchu niestety za dużo palą, żeby sensownie rozmawiać, ale za to jest wesoło).

Maroko- targ
Marokańskie słodycze, robione w ...wannie
 

 

Pozostała część wyjazdu

Wspinanie ograniczamy w zasadzie do 4 sektorów Petit Gorges Nord i Sud, Mansour, Ogrody i sektor po prawej stronie przy wejściu do wąwozu. Ten ostatni na długo zapadnie w naszej pamięci. Pewnego dnia postanawiamy zrobić jakąś dłuższą obitą drogę, ale taką, na którą nie potrzeba do zjazdu podwójnej liny. Nasz wybór pada na nową, świecącą nowymi złotymi plakietkami drogę Adventure, gdyż ma 7 wyciągów i kończy się na grzbiecie skały, z którego jest ścieżka w dół do samego podnóża.

Po 4 świetnych wyciągach wskrobujemy się na stromą półkę, gdzie wspinamy się kolejny z asekuracją lotną i dochodzimy do drugiej części ściany. Miny nam lekko opadają, gdyż okazuje się, że droga nie ma kontynuacji na szczyt - brak spitów. Nie mamy jak zjechać, mamy 60m liny pojedynczej, a cała droga poniżej była ospitowana, stanowiska (2 spity) co 50m. Postanawiamy iśc wyżej, bo teren wydaje się puszczać. Jako, że to mój genialny pomysł używając własnej asekuracji (4 taśmy, bo przygotowani byliśmy na wspinanie sportowe), ruszam rysą, która wydaje się najłatwiejsza. Po 40m okazuje się, że moja kobieca intuicja jednak nie działa i teren nie jest łatwy. Łudzę się jednak, że może to ja jestem słaba, zmęczona, itd i wołam na pomoc mego silnego narzeczonego, który dochodzi do mojego położenia w ścianie i oglądając co jest dalej, z poirytowaniem oznajmia (a właściwie to opierd...), że bez sensu go to ściągałam, bo dalej bez asekuracji pójdzie tylko kozica na red bullu. Zjeżdżamy do póły porzucając taśmę i wysłużony karabinek i główkujemy, co począć. Po dłuższych poszukiwaniach Marcin odnajduje  stanowisko zjazdowe od innej drogi i ogarnia nas nadzieja, że może następne jest 30m niżej. Marcin zjeżdża 30 metrów, po czym wyprusikowuje z powrotem w górę- następny stan jest jednak 45 m niżej. Jak to bywa w 99% przypadkach, nadzieja jest matką... Nie pozostaje nam nic innego, jak wycofać się z drogi w nie do końca bezpieczny sposób, nie będę się więc o tym rozpisywać.

Kulając się już po ciemku w stronę hotelu, spotykamy Hasana, który nas informuje, że tej drogi nie ma... choć jest...

Marokańskie jedzenie- tadżine
Po całym dniu Ramadanu...jedzenie!!
 

 

Dzień ostatni

Jak Afryka to musi być Sahara i wielbłądy. W wąwozie poznajmy miejscowego Abdula, który załatwia nam wycieczkę na wielbłądach za 250 dirhamów, czyli niewiele jak za taką przyjemność. Taksówką nie bez problemów udajemy sie do Merzugi i po południu wyruszamy na dromaderach do oazy. Dojeżdżamy o zachodzie słońca, nasz przewodnik karawany robi nam jedzonko, a my tarzamy się po piachu i pstrykamy zdjęcia na tle pełni księżyca.

Karawana na Saharze
Szła karawana
 

Po kolacji i dostajemy koce i pod gołym niebem nocujemy na pustyni. O świcie ruszamy z powrotem do Merzugi, a Dominika i Piotrek, którzy postanowili się bardziej wczuć w pustynne klimaty zostają trochę dłużej, udając się w głąb tej złotej, nieprzyjaznej krainy.

Z Merzugi czeka nas jeszcze powrót do Marakeszu, czyli znowu autobus, bus, taksówka i tak kilka razy przez kolejne 15h.

Po 10 dniach w Afryce Londyn wydaje się wyjątkowo szary, a tempo życia nieznośnie szybkie.

 

Praktycznie:

Targować trzeba się o wszytko:

- nocleg w hotelu El Mansour 85 dirhamów za 2 osoby za noc, spanie na dachu z dostępem do prysznica 20/os

- woda 1,5l- w sklepiku koło hoteli 7dirhamów, na dole w Tinerhirze można kupić za 5

- alkoholu brak

- obiad, np tadżine, 60 DH- nam jedna porcja plus po misce zupy wystarczało, zupa dla wspinaczy gratis

- kawa 10 DH

- Internet łatwo dostępny, nawet w małych miejscowościach, tani

- taxi z Tinerhiru do Wąwozu- my czekaliśmy na lokalsów i płaciliśmy tyle co oni jadąc przytuleni do nich-8 osób w 5os aucie, cena 7:), czasem dla turystów śpiewają nawet 40 od osoby

- przewodnik od Hasana- dla Brytyjczyków 350, dla Polaków 300, ewentualnie 200 DH plus butelka wódki i niżej nie chciał zejść mając monopol na tenże przewodnik

- dojazd-autobusem do Tinerhiru, potem taxi do wąwozu

- wycieczka na pustynie na wielbłądach+ kolacja na pustyni+ śniadanie następnego dnia w hotelu w Merzuga, my płaciliśmy po 250DH od osoby, ale spotkaliśmy turystów, którzy płacili 100E, jeśli wycieczkę planujecie z Todry, poszukajcie tam Abdula, on Wam tanio załatwi

- dolegliwości żołądkowe- nas nie spotkały, ale zęby myliśmy wodą mineralna, owoce myliśmy wodą z jodyną, nie jedliśmy nieprzygotowanych warzyw

 




Komentarze (3)
23-01-2009 14:31
 
Hejka, autrka jest Aga. Pisz na aga malpka kraszewski.pl
 
Marcin
14-01-2009 13:43
 
hej, nie wiem kto jest twórcą tego artykułu,ale potrzebuję namiaru chociażby mailowego. 
Mamy zamiar z grupką ludzi wybrać się w rejon, poproszę o namiary na hotel jeśli to możliwe. 
 
pozdrawiam
 
radzik
11-11-2008 23:26
 
mega zachęcające :]
 
butcher

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »