|
Miejsce: Dolomity, cel: wspinanie na drogach wielowyciągowych, termin: sierpień/wrzesień… Taki plan urodził się w mojej głowie. Trzeba było ustalić tylko parę rzeczy. Wiedziałam gdzie i kiedy, ale nie miałam konkretnego rejonu na myśli. Zasięgnęłam "języka" u mojego mentora: Moniki Niedbalskiej (Adur) która prowadzi kursy taternickie, również w Dolomitach i ...i niczego się nie dowiedziałam, bo wyjechała do Austrii. Starczyło jednak parę info od kumpla, który jeździł w tamte strony i padło na "przedsionek serca" dolomidzkiego raju: Passo di Sella. Wybór był trafiony w tak zwaną dziesiątkę.
Mapy topograficzne: kompassu oczywiście (dostępne w sklepie internetowym www.traveller.com.pl), przewodnik wspinaczkowy: „Klettern in Grőden Dolomitem” Mauro Bernardi (zakupiony na Passo di Sella- w języku niemieckim) Piękny rejon, rewelacyjne miejsce noclegowe, dostępność do wody i sklepów. W razie wypadku ambulatorium w miejscowości Canazei, 11 kilometrów serpentynami od ścian/ściany.
Dojazd. Najlepiej dojechać tam samochodem. Naprawdę się opłaca i daje dużo możliwości. Po wstępnym przejrzeniu cen lotów i połączeń lokalnych, nie mieliśmy co do tego wątpliwości. Ogromna oszczędność czasu i w sumie okazało się, że gdyby nie samochód to codzienne podejście pod ścianę stałoby się udręką, a jakby zapasy się skończyły to do sklepu robi się wyprawa. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie żeby poruszać się tam transportem lokalnym, bo do Canazei jedzie autobus, a prawda jest taka, że do łatwiejszych rozwiązań człowiek szybko się przyzwyczaja. W wersji de lux jednak, czyli w dwie osoby koszt całkowity dojazdu wyniósł 800 zł z Gdańska (diesel). Dojazd: Polska-Słowacja-Austria-Włochy (autostradą na Bolzano, zjazd na Passo di Sella). 
Patenty noclegowe. W skrócie, tam gdzie Czesi tam i najlepsza miejscówka! Byliśmy w Canazei zobaczyć jak wygląda camp, ale w sumie nie polecam. Za dwie osoby i samochód zażyczyli sobie 23 euro, jedyny plus: prysznic, ale komu to do szczęścia potrzebne? Podjechaliśmy więc wyżej w stronę Passo di Sella, a człowiek jak zwierze ciągnie tam gdzie woda, więc zatrzymaliśmy samochód na parkingu leśnym w pobliżu koryta rzeki. Było dość wyschnięte po suchym lecie, ale w oddali słychać było wodospad, więc i woda była. Po drodze spotkałam myjących się ludzi i bez wahania pozdrowiłam krótkim: ahoj! Bingo! To było to. Niewielki lasek, starczał za ochronę przed wzrokiem turystów, w niedużym oddaleniu wodospad, kilka urokliwych polanek z wyraźnymi paleniskami i ogródek skalny do sportówek, o trudnościach do 8a+, ale my przecież nie przyjechaliśmy na takie łatwizny...
Co do wspinania, to rejon daje nieomalże nieograniczone możliwości. Od dróg 5 wyciągowych (250m) łatwiejszych, do 10, a nawet 25 wyciągowych (400-800m). Drogi zaczynają się na wysokości około 2249 m.n.p.m, więc wspinanie ma charakter górski. Najlepiej jest wziąć cały szpej „na własną” na wspinaczkę, bo skała daje dużo możliwości protekcji i osadza się kostki, heksy, friendy, naprawdę różnie. Niektóre miejsca były takie, że dało się skorzystać tylko z prawdziwego przyjaciela wspinacza: frienda. Jeżeli chodzi o stanowiska to są stałe, ale zdarza się zgubić drogę i nie napotkać stanowiska. W niektórych miejscach są także stare hacury. Zejścia po wspinaczce są (II, czasem III), więc można sobie oszczędzić zjazdów, ale oczywiście nie wszędzie. W dni restowe bardzo polecam ichniejsze via ferratki , które są kolejną, niewątpliwie ciekawą przygodą. Ogólnie pięknie i naprawdę warto. Klimat stricte górski z możliwością odprężenia się we włoskiej knajpce przy pizzy, winie i tiramisu. Polecam termin, w którym byliśmy (koniec sierpnia), bo nie ma już tylu ludzi, a na pogodę ciągle można dobrą trafić.
Wykaz dróg które robiliśmy: Erster Sellaturm (2533m) „steger-kante” – 7 wyciągów, 140 m. wspinania, trudność IV+. Erster Sellaturm (2533m) „Sudwestwand” – 6 wyciągów, 170 m. wspinania, trudność V+ AO (VI-). Ciavazes (2500m) „Rampenfűhre” – 10 wyciągów, 325 m. wspinania, trudność VI+. Ciavazes (2500m) „Kleine Micheluzzi” – 10 wyciągów, 400 m. wspinania, trudność V.
Przy robieniu ostatniej wymienionej drogi na przedostatnim wyciągu spadł mi spory kamień na rękę…Było po wspinaniu, ręka spuchnięta nijak nie dała się przypasować w dziurki i szczelinki…Jednak tak jak wspominałam wcześniej rejon jest atrakcyjny nie tylko dla wspinaczy. Same Via ferraty mogą być również wspaniałym celem!

Kasia Goszczyńska
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |