Wyprawa odbyła się w składzie: Agata Ślimak, Agnieszka Leszczyńska, Kasia Goszczyńska, Jolanta Kańczugowska, Artur Kraszewski, Łukasz Łysek i Marcin Stencel. Wszyscy są czynnymi członkami sekcji wspinaczkowej Akademickiego Związku Sportowego Uniwersytetu Gdańskiego i pasjonatami gór wysokich. Jak widać grupa była mocno sfeminizowana…
Wyprawę na „afrykański dach” rozpoczęliśmy dwu-dniowymi lotami i przesiadkami… Potem było już ciekawiej! Tylko 12 godzinna podróż z Dar es Saalam do Arushy, dwie godziny snu w hostelu i mozolnie pod górę. Treking zaczyna się na wysokości 2000 m n.p.m., a pierwszy obóz rozbijamy na wysokości 3100 m n.p.m. Ten etap pokonaliśmy podziwiając wilgotny las deszczowy.
W kolejnych etapach: wrzosowiska, ogromne senecje i lobelie, księżycowe wulkaniczne krajobrazy oraz sam krater i szczyt z lodowcami. W sumie podejście drogą Machame Route trwało sześć dni i było baaardzo urozmaicone. W obozie na 3900 m n.p.m. odezwał się w nas na przykład instynkt wspinaczy skałkowych! Po prostu nie mogliśmy się oprzeć pięknym bombą wulkanicznym i formą powstałym z zastygnięcia lawy! Wspinanie bulderingowe na takiej wysokości i w otaczającym nas krajobrazie dało nam masę satysfakcji i ogromnie dużo zabawy. Potem już było tylko „do góry”. W granicach 4500 m n.p.m. wszyscy poczuliśmy wpływ wysokości na organizmy. Człowiek zaczyna mieć nudności, bóle głowy i źle śpi, ale powoli aklimatyzowaliśmy się i krok po kroku zbliżaliśmy do upragnionego celu.
Ostatni obóz znajdował się na wysokości 4600 m n.p.m. i potem już tylko nocny wymarsz na szczyt, czyli w stylu alpejskim….Trwał długo i w kompletnych ciemnościach aż do świtu, bo o godzinie około 6.30 czasu miejscowego ( UTC+3h) stanęliśmy na szczycie Kilimandżaro! Na wysokości 5895 m n.p.m. Dookoła nas roztaczał się piękny widok na doliny, lodowiec i majaczący w chmurach Mount Meru. Pogodę mieliśmy przepiękną. Na szczycie spędziliśmy jakieś 30 minut i rozpoczęliśmy zejście, szczęśliwi i dziwnie spokojni. Zejście odbyło się na zasadzie: „z górki na pazurki”, czyli naprawdę szybko. W obozie dwie godziny snu i znowu zejście. Ten dzień, 12.02.2008, skończył się noclegiem w Arushy po jakiś 18 godzinach marszu.

Kolejne dni afrykańskiej przygody, spędziliśmy na mniejszych wysokościach. Koniecznie chcieliśmy zobaczyć Parki Narodowe, więc wybraliśmy 2 dniowe safari w Parku Narodowym Manyara i Ngorongoro, a potem już tylko relaks nad Oceanem Indyjskim…
Sponsorzy: 
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |