|
Piątkowy wieczór. Zostawiamy w tyle pieczarę karierowiczów, ciułaczy i mieszczuchów- ruszamy na łono przyrody do oazy wspinania w Anglii- Portland. Wizja wspinania na morskich klifach zapowiada się obiecująco. Podróż z Londynu zajmuje pond 3 godziny, jednak w doborowym towarzystwie czas szybko mija i około północy siedzimy już w wynajętej przyczepce i snujemy plany na sobotnie wspinanie.
 Glen Caravan Pierwsze wrażenie piorunujące- skały ciągnące się na samiutkim morzem. Wspinanie czas zacząć! Skała jedyna w swoim rodzaju, na jednej ścianie znaleźć można kilka jej rodzajów. Najładniejszy na samej górze- wapień podobny do naszego jurajskiego.  Blacknor, kolega Daniel napiera Poniżej skała jakby przysypana piaskiem, do tej trzeba się trochę przekonać i zaufać. Gdzieniegdzie występują kawałki czarnej skały, niemiłosiernie ostrej, z daleka wyglądającej jak węgiel. Klamy, dziurki, krawądki, podchwyty, nawet kaloryfery, wszytko zależy od sektoru i drogi. Sobota spędzona niżej położonej części sektoru Battleship pozostawia miłe wrażenia, aczkolwiek przewiewy panują tam jak na Uralu. Wracamy ubrani w polary, soft shelle i czapki. Po drodze spotykamy znajomych wspinaczy z londyńskiej ścianki wspinających się w spodenkach i koszulkach... Ponoć na ścianie, na której się wspinaliśmy przez cały dzień wieje ZAWSZE. Jeszcze na chwilkę, na 2 drogi, zatrzymujemy się w górnej części sektoru, po czym ruszamy do naszego super auta. Naszego, niestety tylko na dni, więc Jarek z namaszczeniem wycofuje vana, bo każda ryska na karoserii warta jest 1000 funtów. Szybka kolacja, grill, winko, mądre Polaków rozmowy (plus czeskie i angielskie wtrącenia z racji 2 wspinaczy- nie rodaków) i już prawie niedziela. Po sytym dla niektórych, a zdrowych dla innych śniadaniu ruszamy na wspin w sektorze Coastguard Cliffs.  Wspinanie na Coastguard Słońce przygrzewa, woda przezroczysta, widoczki niemalże jak z Majorki. Czas mija szybko, nawet nie zauważamy, że zbliża się przypływ. Część ekipy zacięcie wspina się na wszystkich zaplanowanych drogach. Powrót na suchy ląd przysparza dużo radości, szczególnie obserwatorom:)  Przypływ w Costguard, Ewa walczy w falami Ostatnie chwile relaksu na soczystozielonej trawie i pora jechać do Londynu. Zdążyliśmy przewspinać jakieś 1% dróg. Za 2 tygodnie tu wrócimy! Informacje praktyczne: Portland: Isle of Portland, położone w hrabstwie Dorset to półwysep oddzielony od lądu cienkim pasmem lądu. Najbliższe większe miasto połączone siecią kolejową to Weymouth. Stamtąd do Portland można dojechać autobusem. Koszty takich kombinacji zdecydowanie mniej opłacalne niż wynajęcie samochodu, jako że przejazdy pociągiem w Anglii są bardzo drogie. Nocleg: Najtańszy, najwygodniejszy i najbliżej położony- Glen Caravan- 20-25 za 8-mio osobową przyczepkę za dobę (od lipca ceny wyższe, ale i tak znośne). Pole namiotowe kosztuje przynajmniej 2 razy więcej. Przewodnik: Polecamy 'Dorset' wydawnictwa RockFax. Drogi dobrze opisane, łącznie z oceną estetyczną i rodzajem trudności (techniczne, siłowe, wytrzymałościowe).
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |