|
Odkąd zaczęłam się wspinać rok temu, nic już nie jest takie same. Możliwości włażenia na różne ściany poszukuję prawie wszędzie ;). Dlatego planując tegoroczne wakacje windsurfingowe w Dahab (Egipt), nie mogłam pominąć tematu wspinaczki.
 Jedna z łatwych dróg Z google.maps wynikało że nasz hotel stoi na totalnym zadupiu, a obok tylko morze, góry, pustynia i wielbłądy. Jednak widząc tyle pasm i szczytów, doznałam po chwili wizji przestronnych terenów wspinaczkowych. Po dalszej eksploracji inetu odkryłam, że nie tylko są tam drogi wspinaczkowe ale nawet podobno je obito. Rejon z ubezpieczonymi drogami nazywa się Wadi Gnai i nie jest to może mega miejscówka, ale na krótką przerwę w nurkowaniu, windsurfowaniu czy fotografowaniu piramid bardzo polecam.
Dojazd
Wadi Gnai (egip. wadi – wyschnięte koryto rzeki) to rejon skalny położony ok. 8 km na południe od Dahab, można powiedzieć, u wrót okazałych Gór Synaj. Dojeżdża się tam wąwozem czyli tym wadi, gdzie raz na parę zim, jeśli Allah akurat ześle deszcze, pojawia się rzeka. Po krótkiej przejażdżce docieramy do właściwych skał. My wspinaliśmy przy tzw. Waterfalls, gdzie skały tworzą coś na kształt studni i rankiem oraz po południu chronią wspinaczy przed upiornie gorącym słońcem.
Organizacja
Teraz już wiem, że można zrobić trip wspinaczkowy samemu, jeśli zna się miejsce, ale płw. Synaj to teren niestabilny politycznie i pełen znudzonych wojskowych oraz policji z bardzo widocznym uzbrojeniem, więc początkowo woleliśmy nie ryzykować. W związku z tym wyszukałam w sieci firmę Desert Divers, która organizuje wspinanie i udostępnia cały szpej (dzięki czemu uniknęliśmy nadbagażu, biorąc tylko buty i uprzęże). Za cenę 35 EUR/os. firma zapewnia podwózkę na miejsce spod hotelu, szpej i beduina. Beduin wręczył nam linę, ekspresy oraz topo, a następnie zabrał się za gotowanie dla nas pysznego obiadku na ognisku, o bardzo oryginalnej nazwie Beduin Dinner – czyli kurczaka z ziemniakami, warzywami oraz czosnkiem i przyprawami. Proste, ale smaczne, szczególnie po 2 godzinach wspinania. Do kompletu miły beduin zaserwował nam egipską słodką herbatę z ogniska.  Team rodzinny Skała
Do tej pory wspinałam się tylko w Polsce więc skała egipska to dla mnie nowość. Zupełnie inna niż nasza jurajska. Większość gór w tamtych okolicach to niestety - nie bójmy się tych słów – rzęch. Sypie się toto i ogólnie wygląda trochę jak gruzowisko. W Wadi Gnai nie jest jednak tak źle i jakoś się to kupy razem trzyma. Co do typu skały – podobno to granit, ale w sumie w okolicy były też skały innego pochodzenia, zresztą bardzo piękne. W każdym razie spity były wbite do tych ponoć granitowych. Co mnie zaskoczyło przede wszystkim? Fantastyczne tarcie i prawie zupełny brak chwytów. O Allahu, gdzie ukryłeś klamy!? O klamach można zapomnieć, jest trochę odciągów, podchwytów, krawądek i szparek. Zero jurajskich dziurek oczywiście. Skała dość ostra w kontakcie z rękami. Ale ma to swoje plusy… wspinamy się przede wszystkim na nogach i żadna buła tu nie pomoże, raczej dobra technika używania kończyn dolnych. W naszym rejonie był głównie pion i połogie – zero przewieszeń.
 Beduin Mahmut też postanowił się powspinać DrogiPonieważ mieliśmy tylko jedno popołudnie to zrobiliśmy zaledwie 5 dróg o trudnościach od 4 do 6 (z ogonkiem), bo potem się ściemniło. Każda na sporo wpinek (10-13) ale to ze względu na gęste rozmieszczenie spitów. Na końcu dróg pancerne stanowiska z dwóch łańcuchów przykręconych do skały na 4 śruby plus mega wielka szekla. Wyglądały stabilnie, ale ponieważ raz mały kawałek drogi został mi w ręku to miałam lekkie obawy. Okazało się jednak, że wszystko się trzyma i cała dotarłam z powrotem na dół. Najlepszy był nasz beduin Mahmut, który okazał się być instruktorem nurkowania, więc musiał przypomnieć sobie, jak wiązać ósemkę, ale jak już się przywiązał to z małpią zręcznością i na bosaka wdrapał się na samą gorę „na wędkę” i to, o Allahu, z naszym aparatem, oferując cykanie fotek. Podobno w niedalekiej odległości są fajne głazy do bulderowania – niestety nie dotarliśmy tam – oraz oddalony od 2 godz. drogi od Dahab o wiele większy i ciekawszy rejon wspinaczkowy w pobliżu klasztoru Świętej Katarzyny i Góry Mojżesza, gdzie są i drogi obite i na własnej. Tu jest chyba najlepiej opisany potencjał tego miejsca (po angielsku): St. Katherine. Ogólnie tak jak pisałam, Wadi Gnai to niezły przerywnik dla tych, którzy z takich czy innych powodów wylądują w Egipcie. Było bardzo fajnie i egzotycznie, chociaż podobno o wiele lepsze doznania daje wspinanie właśnie w pobliżu Góry Mojżesza lub w niedalekiej Jordanii, w miejscu zwanym Wadi Rum, które zapisałam sobie w pamięci, być może na jakiś zimowy wspin.  Ewa  Waterfalls- tu się wspinamy  Beduiński kierowca postanowił przeczekać
Ewa Siwoń 'Wall_E' 
Przedyskutuj ten artykuł na forum. (3 postów)
Od redakcji: Zachęcamy inne użytkowniczki naszego serwisu do przesyłania relacji ze swoich wyjazdów, opisywania doświadczeń z życia wspinaczkowego, porad dla mniej zaawansowanych wspinaczek itd, w sposób poważny lub żartobliwy. Zachęcamy do poruszania wszelkich tematów związanych z życiem wspinającej się dziewczyny/kobiety. Serwis www.wspinaczki.pl jest o Was i dla Was.
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |