|
W wakacje trzeba zwiedzić trochę świata, więc tym razem postanowiliśmy wyruszyć na eksplorację Bałkanów. Plotki i google doniosły, że w mało popularnej Macedonii znajduje się miejsce, które trzeba zobaczyć, a jako że wstępny wywiad wykazał prawdziwość tego twierdzenia postanowiliśmy osobiście sprawdzić jak to naprawdę jest ze wspinaniem w Kanionie Matka koło Skopje.
Jak się okazało trafienie do Kanionu Matki - popularnego w tych okolicach miejsca - było niełatwe. Być może było to związane z faktem, że jechaliśmy już w nocy, jednak za dnia okazało się że wszystkie znaki drogowe są pokryte graffiti, schowane za krzakami lub umieszczone na wysokości ziemi – taka specyfika komunikacji drogowej w Macedonii. Nierzadko trafia się kombinacja wszystkich wyżej wymienionych opcji. Cudem udało się nam znaleźć zjazd z autostrady Skopje-Tetevo, szkoda tylko że było już za późno i musieliśmy zawracać przed kolejną bramką na autostradzie (autostrady są płatne, ale ceny nie są wygórowane).
Oznakowanie dróg lokalnych oczywiście nie jest lepsze niż autostrad, na szczęście pomimo późnej pory na drodze spotkaliśmy grupę Macedończyków, którzy łamanym angielskim na przemian ze słowiańską mową próbowali nam wyjaśnić jak trafić w skały - o kempingu nie słyszeli.. Troszkę nas to zasmuciło, jednak po chwili zatrzymali taksówkarza który po krótkiej rozmowie kazał nam jechać za nim. Krętymi uliczkami naprowadził nas do miejsca, które wydawało się wielkim polem kempingowym. Nie oczekując żadnej zapłaty odjechał życząc nam miłego pobytu - była to pierwsza próbka niesamowitej gościnności która nie przestała nas dziwić do samego wyjazdu z tego kraju.
Na kempingu przy jeziorze - co dziwne - nie było ani jednego namiotu, nie wspominając o jakiejkolwiek recepcji. Za to nie brakowało przyczep kempingowych wspartych skomplikowanymi konstrukcjami. W jednej z nich paliło się światło, spróbowaliśmy więc dowiedzieć się czegoś więcej. Okazało się, że ten kemping jest miejscem, gdzie można za 200 euro rocznie postawić swoją przyczepę, korzystać z toalet (charakterystycznych dla Bałkanów, doskonałych dla narciarzy przygotowujących się do sezonu) i prysznicy (oczywiście na świeżym powietrzu). Jednak o opcji noclegu na kilka dni teoretycznie nie było mowy. Zachęceni przez lokalną wczasowiczkę rozbiliśmy namioty przed jej przyczepą.
Rano przyszedł ktoś żądając pieniędzy za nocleg, w tym momencie uratowała nas nasza znajoma mówiąc, że jesteśmy jej gośćmi i nie będziemy płacić za pobyt. Wyruszyliśmy na zakupy do pobliskiego sklepu. Wyprawa zajęła nam dwie godziny - nieomal każda napotkana osoba zapraszała nas na turecką herbatę lub doskonałą kawę. Oba te napoje przygotowuje się na słodko, są to wyjątkowo mocne napary, herbatę podaje się w niewielkich szklaneczkach podobnych do naszych literatek. Po śniadaniu rozpoczęliśmy kurs teoretyczny, a szpej i powiązane do drzew liny szybko stały się atrakcją turystyczną dla dzieci. Wkrótce zdobyliśmy na tyle umiejętności, żeby następnego dnia ruszyć w skały.
Kolejnego szoku doznaliśmy wieczorem gdy okazało się że można bawić się bez alkoholu ;). Dominujące wyznania w Macedonii to prawosławie i islam, jak się okazało na prowincji dominuje ten drugi. Na całym kempingu (kilkaset osób) nie widzieliśmy żeby ktoś (poza nami) pił alkohol, można go było kupić tylko w jednym sklepie w niemałej wiosce będącej rodzajem kurortu dla pobliskiej stolicy, jak również w kilku restauracjach. Islam z którym się zetknęliśmy jest tak inny od tego jaki spotyka się w mediach jak kościół łagiewnicki różni się od toruńskiego. Naszej gospodyni nie spodobało się że jemy wieprzowinę i od tego czasu staraliśmy się nie urazić naszych gospodarzy zaś z winem chowaliśmy się w namiotach jak na wycieczce szkolnej ;)
Następnego dnia z rana wyruszyliśmy w skały. Samochód zostawiliśmy na parkingu przy ostatniej restauracji, w miejscu gdzie rozgrywane są mistrzostwa Europy w kajakarstwie górskim, po czym ruszyliśmy wzdłuż rzeki Treska. Minęliśmy tamę elektrowni wodnej, ujrzeliśmy sztucznie utworzone jezioro Matka, malowniczo położony monastyr z XV wieku o tej samej nazwie i schronisko wraz z zapleczem gastronomicznym. W okolicy istnieje również możliwość wynajęcia łódki i wyruszenia na rejs wzdłuż kanionu. Nieco powyżej schroniska odnaleźliśmy pole namiotowe, jednak było tak bujnie zarośnięte, że można śmiało twierdzić, że zapomnieli o nim nawet najstarsi górale i tylko tabliczka z namiotem wyłaniająca się z krzaków świadczyła o tym że Internet nie kłamie.
Zaraz za schroniskiem spróbowaliśmy naszych umiejętności na pobliskiej ścianie. Reszta dróg znajdowała się po drugiej stronie jeziora, dotarliśmy tam następnego dnia wdrapując się na górę Vodno. Na jej szczycie znajduje się przepiękny monastyr Św. Mikołaja [Sveti Nikola Shishevski, XVII wiek]. Gdy tylko nabraliśmy sił po podejściu kontynuowaliśmy wspinaczkowe wysiłki. Zaraz za furtką monastyru (po prawej stojąc twarzą do kanionu) znajduje się wąska ścieżka wzdłuż skał. Skały te to najciekawszy rejon sportowy w okolicy, zapewnia wspinanie na dobrze obitych drogach w przepięknej górskiej scenerii.
Informacje (mało) praktyczne: Kanion Matka - 15km na południowy-zachód od Skopje, region naturalnej ochrony wielu specyficznych gatunków roślin, pająków, motyli ble ble ble. Dużo wspinania, jaskinie, zimna woda w jeziorze i jeszcze zimniejsze piwo w fantastycznej restauracji. Dojazd: Kanion Matka - 15km na południowy-zachód od Skopje, ze Skopje kierujemy się na Tetevo, skręcamy na Gulmovo lub Kanion Matka 3m za ukrytym drogowskazem . Na końcu Gulmova, przed elektrownią znajduje się parking, na którym można zostawić samochód, tutaj też staje autobus kursujący ze Skopje. Skały: Wapień, często kruchy, kości nie siadają, jedynie haki. Brak przewieszeń, wspinanie ma przeważnie charakter płytowy i krawądkowy, dobre tarcie. Drogi skałkowe w większości jednowyciągowe, dobrze ospitowane. Rejony początkowo ciężkie do znalezienia: kilka dróg na ścieżce za elektrownią, polecamy kilka dróg na ścianie tuż przy schronisku i rejon przy monastyrze Św. Mikołaja. Dopiero jak je znaleźliśmy zorientowaliśmy się że to te których opisy wynaleźliśmy w necie. Topo: podobno istnieje ale nie uwierzę póki nie zobaczę. Trudności od IV wzwyż (do niewiadomo ile). Najlepiej porozmawiać z lokalsami, ale bywają nieomal równie nieosiągalni jak mityczne topo. Drogi górskie: podobno dobrze ubezpieczone hakami, zdjęcie masywu z zaznaczonymi drogami znajduje się przy schronisku, trudności od III. Z powodu wysokich temperatur wspinanie latem na większości dróg jest możliwe tylko rano i wieczorem. Nocleg: Schronisko przy monastyrze Matka, nie wiem jakie ceny noclegów, ceny żywności były umiarkowane. Kemping w pobliżu - chyba bezpłatny ale obecnie raczej używany w charakterze zielonych płuc Skopje. Lokalsi spali gdzieś na dziko i sądzę że jedyny problem przy tym wariancie to znalezienie płaskiego miejsca w którym zmieściłby się namiot. Jedzenie: Ceny są niższe niż w Polsce, spokojnie można żywić się w lokalnych restauracjach (polecamy restaurację w Gulmovie przy parkingu) Piotr Predkiel, Dominika Turzyńska Zapraszamy na kursy wspinaczkowe w ciekawych miejscach np. kurs na Sardynii: www.prodi.gda.pl/lecimynasardynke a także do odwiedzenia strony www.prodi.gda.pl gdzie znajduje się m.in. galeria z opisanego wyżej wyjazdu i więcej informacji o kursach. Jeszcze więcej zdjęć z naszych podróży na www.dominika.astcon.pl/podroze
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze. Prosimy zaloguj się lub zarejestruj. |